ach te hashimotki!

Szlachetne zdrowie… Ile cię cenić trzeba?  Bardzo. Wiadomo;)

Bywa jednak, że mimo, że cenimy, dbamy- ty płatasz nam figle. Szwankujesz.

Czasem znikasz tylko na chwilę, chwała ci za to, że wracasz, łaskawco! Gorzej jednak, gdy opuszczasz nas na dobre. Wtedy zaczynają się schody. Zaczyna się walka i poszukiwanie pomocy.

Szukamy jej u lekarzy, coraz częściej próbujemy ją znaleźć także w internecie. Cenimy rzetelną wiedzę, a w temacie zdrowia takiej poszukujemy i oczekujemy najbardziej. Bywa jednak, że to, na co się w sieci natkniemy, jest tak rażąco nierzetelne, że trudno przejść nad tym do porządku dziennego.

Ale po kolei…

Jakiś czas temu media społecznościowe obiegł artykuł dotyczący choroby Hashimoto. Jako, że sama zmagam się z nią od lat, ochoczo czytam to, co się na jej temat ukaże. Klikam z ciekawością, a nóż dowiem się czegoś, czego jeszcze o Hashimoto nie wiem? No to się dowiedziałam… O zgrozo! Na łamach poczytnego wydawnictwa ukazała się treść, z której jasno wynika taki oto przekaz: chorujesz na Hashimoto, idź do psychiatry (całość do przeczytania tu).

„Hashimotki są rozkapryszone, najlepiej nafaszerować je antydepresantami i niech sobie radzą” Doprawdy??? Moje życie z hashimoto trwa już kilka lat. Wiele w tym czasie przeszłam, sporo na temat choroby przeczytałam, usłyszałam, niejedno w związku z nią doświadczyłam. Ale z tak trywialnym do niej podejściem spotkałam się pierwszy raz. Być może właśnie dlatego fale niezgody i oburzenia zaczęły mnie zalewać po tym, co z rzeczonego artykułu przyswoiłam.

Trudno dyskutować z tym, że życie z chorobą Hashimoto może być prawdziwą udręką. Najczęściej nią jest. Przybieranie na wadze niezależnie od tego, jak bardzo pilnujesz tego, co jesz (sic!), ciągłe zmęczenie, senność, suchość skóry, wypadanie włosów- to tylko niektóre z dolegliwości, z którymi przyjdzie się Tobie zmierzyć. Dotknęły mnie wszystkie, choć i tak nie te objawy frustrowały mnie najbardziej… Nie do zniesienia okazały się dla mnie kłopoty z koncentracją, zaburzenia pamięci, wachnięcia nastroju. Wszystkie te objawy najbardziej dają się jednak we znaki, gdy zaczynamy chorować- później, jeśli dobrze się sobą zajmiemy, może być tylko lepiej!

Oczywiście najważniejszy jest właściwy dobór dawki hormonów, z którymi odtąd do końca życia nie będziesz się już rozstawać. Leki to jedno, nawyki, które warto wprowadzić w życie, to drugie. Najważniejsze według mnie są dwa z nich: picie minimum dwóch litrów wody dziennie i ruch- duuuuużo ruchu:) Choć od niedawna jestem też wielką entuzjastką jeszcze jednego nawyku, jakim jest niejedzenie słodyczy. Im szybciej odstawisz biały cukier, tym szybciej poczujesz się lepiej. Sprawdziłam na sobie, działa 🙂

Najbardziej pocieszające w chorowaniu na „hashi” jest jednak to, że masz naprawdę duży wpływ na to, jak się czujesz. I wiesz co? Wcale nie dzieje się tak za sprawą antydepresantów! Nie daj sobie tego wmówić- zwłaszcza po przeczytaniu artykułu z Wysokich Obcasów, który być może ukazał się tylko po to, by cały ten farmaceutyczny przemysł nakręcić. Nie kwestionuję tego, że antydepresanty mogą się komuś przydać. Sama jednak jestem żywym dowodem na to, że można (nie połknąwszy w życiu ani jednego!) czuć się z Hashimoto ok. Od mojej doktor endokrynolog- z którą postanowiłam na temat dalekiej nierzetelności tego artykułu porozmawiać- wiem, że takich jak ja, jest oczywiście dużo więcej:) Bo owszem, jest dalece prawdopodobne, że Hashimoto częściej dotyka osoby wrażliwe, nie dajmy sobie jednak wmówić, że wrażliwość w dzisiejszych czasach należy wyciszać przy pomocy leków! Nie tędy droga, nie tędy…

Stany depresyjne, chwiejność nastroju i „rozkapryszenie” z dużym prawdopodobieństwem ustąpią po dobraniu odpowiedniej dawki leków. A nawet jeśli z jakichś względów tak się nie stanie, to zdecydowanie lepiej udać się po pomoc do psychoterapeuty, niż od razu sięgać po kolejne leki.

Życie z chorobą jest już zupełnie nowym rozdziałem i wypada to po prostu zaakceptować. Dziś czuję się o niebo lepiej, niż wtedy, gdy zaczęłam chorować. Wiem, że dzięki chorobie paradoksalnie zadziało się w moim życiu wiele dobrego- zaczęłam bardziej dbać o swoje zdrowie, o dietę, bardziej cieszę się każdym dniem i doceniam to, co mam. Może choroba wydarzyła się w moim życiu właśnie po to, bym mogła tyle zmienić?

Nie wiem, z jakiego powodu zdarza się w Twoim, wiem jednak, że to, co z nią zrobisz, naprawdę jest w Twoich rękach. Tak wiele się w nich znajduje!

Szczęśliwe, dobre życie z Hashimoto również:)

Ciao,

K.

Ps. Jeśli masz jakieś pytania odnośnie tego, co napisałam- czujesz, że chcesz się dowiedzieć więcej, zachęcam Cię do kontaktu priv: kopinskak@gmail.com.

 

 

 

  One thought on “ach te hashimotki!

  1. 18 stycznia 2017 o 4:02 pm

    Sporo się teraz słyszy o tej dolegliwości tym bardziej oburza ignorancja w tym artykule. Nie ma to jak pisanie banialuków ze sponsoringiem w tle.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: