odrobina empatii

Finisz mojego oczekiwania na potomka numer trzy wiąże się z coraz częstszym odwiedzaniem placówek medycznych. Ciąża nieco skomplikowana, im wyższa, tym większą roztacza się nad nią pieczę. Raczej z tym nie dyskutuję, daję się prowadzić lekarzom, którym ufam i wierzę, że już niedługo wszystko zakończy się upragnionym happy endem 🙂 Póki co mam jednak mnóstwo okazji do tego, by z bliska przyjrzeć się temu, jak w naszym kraju kształtują się relacje lekarz/ lekarka/ pielęgniarz/ pielęgniarka/ rejestratorka/ laborantka czy jakikolwiek inny pracownik służby zdrowia versus pacjent. A właściwie pacjentka- gros czasu spędzam w szpitalu, w którym nie leczy się przedstawicieli płci mniej pięknej.  Są tylko kobiety, ewentualnie ich partnerzy, w innej, jak wiadomo, roli.

Przesiaduję na korytarzach jednego ze stołecznych szpitali długie godziny. Zazwyczaj z głową w książkach- te mocno umilają mi czas, pomagają przetrwać;) Wokół dużo się dzieje, co chwilę przerywam więc czytanie, absorbuje mnie szpitalna rzeczywistość- tu dopiero można się napatrzeć i nasłuchać! Można się nawet solidnie zbulwersować, jak wtedy, gdy dwa metry ode mnie pani doktor rozmawia z pacjentką na temat opryszczki narządów płciowych… Chwilę później w rozmowie telefonicznej dość ordynarnie „uspokaja” wyraźnie przestraszoną swoimi objawami ciężarną, a po odłożeniu słuchawki krzyczy do koleżanki: „Zośka! Ile razy mam ci mówić, żebyś mnie nie łączyła z wariatkami!!! Co ja jestem, psychiatra?” Może też zatem, w reakcji na tego rodzaju sytuacje, mowę człowiekowi odebrać…

Tego samego dnia rozmawiam z bratnią duszyczką, która również jest przy nadziei, tyle, że na Wyspach. Właśnie wyszła ze szpitala, na gorąco dzieli się ze mną swoimi wrażeniami z pobytu. Zachwyca się tym, jak bardzo wszyscy byli dla niej mili, ile doświadczyła troski ze strony pracowników szpitala, jak czule się do niej zwracali… Bajka! -myślę i zaraz potem zadaję sobie pytanie, co stoi na przeszkodzie, by podobnie było i u nas???

Przez media przetacza się obecnie dyskusja na temat stanu technicznego naszych szpitali. Kobiety oczekują i rodzą w skandalicznych warunkach, przepaść pomiędzy wyglądem i wyposażeniem naszych szpitali, a tymi znajdującymi się w Europie Zachodniej jest rzeczywiście wielka. Warto jednak zwrócić też uwagę na dzielącą nas przepaść „mentalną”. Ją pojąć jest mi chyba trudniej… Bycie miłym dla pacjenta nie kosztuje, nie potrzeba tutaj dodatkowych środków, wystarczą chęci, które naprawdę można wykrzesać z siebie za free. Dlaczego aż tak o to u nas trudno?

Zaawansowana ciąża to (z reguły) nie jest łatwy czas… Rzadko przypomina sceny z romantycznych filmów, słodkie migawki nijak mają się do tego, przez co przechodzimy w realu. Po harmonijnym z reguły drugim trymestrze, trzeci oznacza coraz częstsze burze, we znaki mocno dają się huśtawki nastrojów. Myślami wybiegamy do dnia porodu, a ten budzi nasz entuzjazm, ciekawość, ale też wiele obaw, z każdym dniem nasilają się różnego rodzaju lęki. W tak niełatwym dla kobiety czasie bardzo pomocne mogłoby okazać się doświadczenie większej empatii ze strony otoczenia. Tymczasem niepokoi mnie fakt, że o odrobinę choćby empatii w polskich szpitalach jest naprawdę trudno.

Jest tu miejsce na procedury, rządzi biurokracja. Wszystko musi być skrupulatnie zapisane, dokumentacja medyczna zdaje się odgrywać dużo istotniejszą rolę niż relacja lekarza z pacjentem. O nią się nie dba, nie zabiega, nader często ten stan rzeczy przywodzi mi na myśl opisaną przez Martina Bubera relację „Ja- to”. Pacjent sprowadzany jest tu do roli obiektu. Niejednokrotnie odnoszę wrażenie, że nie postrzega się go jako osoby, jako godnego szacunku człowieka. Nie może być tu także mowy o holistycznym do niego podejściu. Oddzielenie psyche od physis jest normą, która nie pomaga pacjentowi w zdrowieniu czy komfortowym wydaniu potomka na świat. Może za to znacznie przeszkodzić.

Chcemy rodzić po ludzku, chcemy także po ludzku przechodzić przez cały okres ciąży! Przez wszystkie badania, zapisy KTG, pobyty na oddziałach patologii ciąży, przez niewątpliwie trudne dla nas momenty, w których często nie mamy obok siebie nikogo bliskiego. Jesteśmy same z całą gamą emocji, wśród których zwykle pierwsze skrzypce gra lęk o to. Nie oczekuję, że nagle pracownicy służby zdrowia będą angażowali się emocjonalnie w każdą pacjentkę, zupełnie nie o to chodzi. Marzy mi za to się taki stan rzeczy, w którym w publicznych placówkach będziemy traktowane tak, jak coraz częściej jesteśmy już traktowane w placówkach prywatnych. Z godnością, uważnością, odrobiną empatii. Pacjentka nie jest na szpitalnym oddziale przedmiotem, nie jest też intruzem i pod żadnym pozorem nie powinna się tak czuć.

K.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: