obecności!

Dawno nie czytałam tak mądrego wywiadu, jak ten, którego Agnieszce Jucewicz udzielił profesor Bogdan de Barbaro (całość znajdziesz klikając tu). Wzruszył mnie, nakarmił, serducho ciepłem wypełnił i zainspirował do napisania kilku słów o ojcach, może także do ojców, któż to wie;) Ale po kolei…

Zajęcia w szkole psychoterapii. Kilkanaście osób dostaje takie samo zadanie, jedno z poleceń brzmi: opisz swojego ojca używając od 5 do 10 przymiotników. Pracujemy nad zadaniem, później każdy czyta swoje odpowiedzi. Niemal wszystkie zaczynają się od tego samego przymiotnika:

„nieobecny”.

Szarpnęło mną solidnie. Nie było w tym gronie ani jednej osoby, która byłaby przez ojca osierocona- ojcowie żyli, przeważnie mieszkali przez całe życie pod jednym dachem ze swoimi rodzinami, a mimo wszystko tak druzgocąca większość ich dzieci określa ojców tym samym przymiotnikiem- nieobecny. Nieobecny bo pijący, nieobecny bo zapracowany, nieobecny bo błądzący myślami daleko i zupełnie nie angażujący się w to, co tu i teraz. Nie zwracający uwagi, uciekający do swojego świata i zaszywający się w nim na długie lata. Bez kontaktu. Znacie taki obraz?

Ja znam. Znam też setki wmawianych mi powodów dla takiego stanu rzeczy, wytłumaczeń, wymówek. Większość z nich oscyluje wokół tej brutalnej rzeczywistości, w której wszyscy tkwimy i która skazuje nas na walkę o byt- mało w niej miejsca na sentymenty. Więcej na pracę, pogoń za dobrami i uwagi skupionej wokół tego, co materialne. W tym świecie głównym zadaniem ojca jest zapewnienie rodzinie bezpieczeństwa materialnego i jeśli jako dziecko je masz, nie proś o nic więcej.

Nie oczekuj więzi. Emocje naucz się chować głęboko, nie okazuj ich i najlepiej sama później powiel ten schemat- ucieknij w karierę, pracę, wtedy tatuś przy dobrych wiatrach cię zauważy, doceni. Będzie miał swoją wizytówkę, będzie mógł się pochwalić córeczką, którą na swej piersi odchował, tak pięknie wyrosła i jakie odnosi sukcesy! Tatusiowi w to graj- jest tu miejsce na podziw, jest miejsce na prestiż. To, co w życiu faktycznie ważne, jeśli nie najważniejsze…(sic!!!)

Na tle takich przekazów, obserwacji i doświadczeń, słowa profesora de Barbaro to dość odległa galaktyka… Taka z moich marzeń i snów, a jednak, jak się okazuje, realna i do osiągnięcia 🙂 W tym „lepszym świecie” wystarczająco dobry ojciec może nauczyć córkę, jak bezpiecznie być blisko mężczyzny. I jest to najcenniejsze, co córka może od ojca dostać.

IMG_6557

Jak to robić? Jak do tego doprowadzić?

„Samemu dokonywać dobrych wyborów, a poza tym być razem, rozmawiać, wspólnie coś robić, dbając o siebie nawzajem. Coś, co w anglosaskiej kulturze nazywa się quality time. To znacznie lepiej wyposaża córkę w umiejętność dokonywania dobrych wyborów niż prelekcje na temat tego, że „jak ktoś pije, pali i nadużywa, to rodzina się kiwa”.

Piękny jest fragment, w którym prof. de Barbaro używając pewnej metafory opowiada o głosach, o głosie ojca, jaki dobrze byłoby mieć w swojej głowie. Jaki on jest?

„Mądry, wrażliwy, głęboki, kochający. Taki głos w chwilach załamania może dawać podpowiedź. Siłę. Ale też świadomość: jestem kochana. Mało tego, mnie się wydaje, że ten głos jest też obecny po jego śmierci. Bo to nie są dosłowne cytaty płynące z „realu”, ale wyraz tej relacji, która się ukształtowała przez lata.

   -A co, jeśli córka wychowuje się bez ojca? Kiedy tego głosu brakuje?-

Może jej brakować poczucia bezpieczeństwa. Bo tu nie chodzi tylko o to, że jej brakuje ojca, ale że jej matka nie ma mężczyzny, nie ma wsparcia. I wtedy niechcący może ze swojej córki robić swojego rodzica albo właśnie – partnera. Wtedy to dziecko traci dzieciństwo, bo to jest tak, jakby komuś, kto ma rozmiar stopy 32, włożyć buty w rozmiarze 42 i kazać w nich chodzić. Nie poradzi sobie: będzie się potykać, przewracać, te buty będą mu spadały.”

Im bardziej się rozwijam, tym dokładniej widzę, jak niezwykle istotne w naszym życiu są dwie relacje: ta z matką i ta z ojcem. Na wszystkich innych relacjach, jakie nawiążemy w późniejszym życiu, te dwie będą się zawsze odbijać, kłaść blaskiem albo cieniem… Pocieszające jest to, że możemy nad nimi pracować, że możemy się im przyglądać, na przykład na drodze terapii. To naprawdę pomaga i bardzo wiele zmienia. Procentuje, choćby większą akceptacją czy niepowielaniem schematu, a to już zupełnie inna jakość, lepsza rzeczywistość.

Lamenty i utyskiwania na trudne czasy, stające na drodze do budowania więzi, nigdy specjalnie mnie nie przekonywały, nie przemawiają do mnie i teraz. Zastanawiam się, kiedy było łatwiej? Lepiej? Świeżo po lekturze „Człowieka w poszukiwaniu sensu” Viktora Frankla, jak z rękawa mogę sypać konkretami co do tego, kiedy było ludziom niewspółmiernie ciężej… I uparcie twierdzić, że bardzo dużo w naszych rękach, że wszystko jest kwestią wyboru.

Nie tylko Ojcom, ale wszystkim Rodzicom życzę miłości- rozumiana jako funkcja czasu i uwagi nie może zaistnieć bez naszego udziału 🙂

Obecności!

K.

 

 

 

 

  One thought on “obecności!

  1. 23 czerwca 2015 o 5:27 pm

    Pięknie napisałaś i właśnie tak to widzę w mojej rodzinie. Mój ojciec zawsze będzie jawie mi się jako mocna strona trzymająca rodzinę ale i czuły i kochający mąż. Bo najpiękniejsze w tym jest to, że gdy ja doroslam i nie ma mnie już w domu rodzinnym to mój tato i mama mają swój czas na nowo, jego troska w oczach, gest zrobienia kawy czy przeniesienia nowego kwiatka do ogrodu mamy. Nauczył mnie dbać o mojego mężczyznę, pomógł podświadomie wybrać sobie dobrego męża 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: