jak rodzić?

Instynkt wicia gniazda obezwładnia mnie coraz bardziej. Stanowię całą sobą jedną wielką (i z każdym dniem coraz większą) ilustrację tego, jak bardzo hormony wpływają na życie kobiety… Snuję się po sklepach z cudownymi, maleńkimi ciuszkami w cenach abstrakcyjnie nieadekwatnych, przeglądam dziesiątki stron internetowych w poszukiwaniu wyprawki, a największym moim dylematem jest ten związany z imieniem dla Potomka;) Poza tym więcej czytam, niż piszę, chłonę zapachy przełomu wiosny i lata… kwitnę! Taki czas 🙂

No właśnie- taki czas, że myślami coraz częściej odpływam w stronę porodówki… Pytanie „jak rodzić?” zadawałam sobie z dużo większą częstotliwością podczas poprzedniej ciąży, w tej pojawiało się sporadycznie- właściwie od samego początku znam na nie odpowiedź. Nie zmienia to jednak faktu, że o porodzie sobie rozmyślam, planuję, afirmuję i takie tam czary odprawiam, żeby się udało i żebyśmy oboje cało i zdrowo z tego wyszli;)

Mając za sobą poród siłami natury (nie wiem, kto wymyślił tą nazwę- w moim przypadku dominowała raczej bezsilność), oraz ten przez cesarskie cięcie, postanowiłam w jednym wpisie porównać obie metody, zebrać wszystkie moje doświadczenia i posłać w świat tym z Was, które wahają się i dla których pytanie „jak rodzić?” jest tym obecnie zadawanym sobie najczęściej. Nie chcę przekonywać, która metoda jest lepsza i dlaczego, ot tworzę coś na kształt ‚case study’, mocno subiektywnie podchodzę do tematu, a nóż któraś z Was na tym skorzysta? Zaczynamy!

cud natury vs zero magii

Zacznę od tego, że moment „wypchnięcia” dziecka na świat jest najbardziej niezwykłym doświadczeniem, jakie zanotowałam na swoim koncie w ciągu minionych 32 lat. Nie da się go porównać z niczym, ciężko też ubrać w słowa. Czysta magia, która wynagrodziła mi trwającą kilkanaście godzin mękę (rodziłam bez znieczulenia). Dla tego momentu naprawdę warto było cierpieć;) Długie i ciągnące się w nieskończoność godziny poprzedzające tą wyjątkową chwilę były dla mnie na tyle traumatyczne, że w drugiej ciąży od samego początku skłaniałam się ku cesarskiemu cięciu. Cóż, zero w nim magii, sporo za to zamieszania, aparatury i różnych dziwnych sprzętów typowych dla sal operacyjnych i budzących zgoła odmienne uczucia od tych, które wywołać może pobyt w przytulnym pokoju narodzin;)

auć!

Ile ja się naczytałam artykułów i ile ja się nasłuchałam o tym, że dziewczyny decydują się na cesarkę, żeby uniknąć bólu, to tylko ja wiem;) Dużo! Na tyle dużo, by przez wszystkie miesiące poprzedniej ciąży żyć w przeświadczeniu, że oto tym razem nie będę cierpieć. W wyznaczonym terminie położę się na stole operacyjnym, lekarze zrobią co trzeba i tyle. Naiwności! Wszystko rzeczywiście było bezbolesne ale niestety tylko do chwili, gdy przestało takie być;) Ból rany, który zaczęłam odczuwać, gdy przestało działać znieczulenie, był dla mnie trudny do wytrzymania i trwał jeszcze przez wiele dni po operacji. Pamiętam, że gdy wracaliśmy z Klementyną ze szpitala, klęłam jak szewc- w reakcji na każdą napotkaną dziurę czy studzienkę na naszej drodze naprawdę trudno było się powstrzymać! Z rozrzewnieniem wspominałam, jak wspaniale funkcjonowałam już w kilka godzin po porodzie naturalnym… Cóż, jeden poród boli w trakcie, drugi wiąże się z cierpieniem post factum. Całkowicie przed bólem uciec się nie da… Taki nasz kobiecy lajf;)

dobro dziecka

Na ten temat z moją panią doktor przedyskutowałam kilka wizyt… Ona- zagorzała zwolenniczka natury, od początku poprzedniej ciąży przekonywała mnie, że cesarka bez wyraźnych wskazań to samo zło. Ja- mając fatalne wspomnienia związane z porodem naturalnym upierałam się, że inaczej niż przez cc rodzić nie będę, kropka. I znajdź tu kompromis! Raczej nie było na niego szans. Był na szczęście zaprzyjaźniony doktor ginekolog, który szczerze mówił, jak jest:) Czyli, że poród naturalny niesie ze sobą niewspółmiernie dużo komplikacji dla dziecka, jest zatem dużo bardziej ryzykowny, czego dowodzą liczne badania, statystyki, et cetera. A ja, zebrawszy te wszystkie argumenty, ruszam na spotkanie z moją panią doktor, wykładam jej całą tą teorię o śmiertelności noworodków podczas porodu siłami natury, na co słyszę krótki i rzeczowy komunikat mówiący o tym, że cc wiąże się z kolei ze znacznie większą śmiertelnością matek… I bądź tu kobieto spokojna przed porodem!

twój wewnętrzny głos

Lekarze lekarzami, bardzo ważne jest jednak to, żeby poszukując odpowiedzi na pytanie „jak rodzić?”, dogłębnie wsłuchać się w siebie. Nie tylko lekarze będą nam zresztą doradzać… Przez całą ciążę spotkamy rzesze tych, które wiedzą lepiej i posłużą radą nawet wtedy, gdy w ogóle nie pyta się ich o zdanie;) Warto się uodpornić i zwłaszcza od tych najbardziej nachalnych trzymać się z daleka. Tak, by mieć przestrzeń na wsłuchanie się w ten jedyny i niepowtarzalny wewnętrzny głos. To on wskaże Tobie najwłaściwsze rozwiązanie. Pamiętam, że w poprzedniej ciąży bardzo wyraźnie czułam, że siłami natury nie urodzę. Dominował we mnie lęk przed tym, że namęczę się kilkanaście godzin a na koniec i tak trzeba będzie mnie ciąć. Były to echa mojego pierwszego porodu- wówczas, po całej nocy mozolnie postępującego porodu usłyszałam, że jeśli nie urodzę w 15 minut to czeka mnie cięcie. Urodziłam tylko dzięki obecności genialnego doktora Krzysztofa, bez niego z pewnością spełniłby się ten czarny scenariusz… Za drugim razem wolałam zatem uniknąć tych atrakcji i świadomie zdecydowałam się na cesarskie cięcie.

reakcje otoczenia

W ogniu krytyki zdarza mi się być i teraz, gdy otwarcie mówię o tym, że chcę rodzić tą, kontrowersyjną bądź co bądź, metodą. Bo modę na to, co naturalne, mamy w Warszawie ogromną. Mamy też parcie… Tajemnicą poliszynela jest to, że w dwóch najbardziej znanych stołecznych szpitalach położniczych cesarki traktuje się jako ostateczność. Efekt? W kancelariach piętrzą się akta spraw o odszkodowania dla rodziców, których dzieci doznały nieodwracalnych uszczerbków na zdrowiu w wyniku źle prowadzonych porodów. A ja zwyczajnie nie mam zgody na to, by walka o odpowiednie statystyki (czytaj: jak najwyższe wskaźniki porodów siłami natury) odbywała się kosztem mojego dziecka. Na reakcje otoczenia, zarówno te związane z krytyką jak i z usilnymi próbami przemówienia nam do rozsądku, warto się uodpornić i robić swoje- w zgodzie ze sobą, tak jak czujemy! Im mniej w tym czasie stresu i presji otoczenia, tym lepiej dla nas. Zdecydowanie:)

Najwłaściwszą odpowiedź na postawione w tytule mojego wpisu pytanie znajdziesz w sobie. I do takich poszukiwań wszystkie przyszłe mamy gorąco zachęcam, trzymając jednocześnie kciuki za powodzenie wszystkich narodzin 🙂

Ciao,

K.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: