bez cukru

Tworzenie bloga ma mnóstwo plusów.  Według mnie jednym z większych jest fakt, że można, choćby na chwilę, wejść w takie buty, w jakie tylko się chce:) Ja na przykład wejdę dziś w buty recenzentki i bardzo mi się ten pomysł podoba!

Jestem świeżo po lekturze „Bez cukru, proszę”- książki, będącej zapisem wywiadu- rzeki, jakiego Kasia Miller udzieliła Danusi Kondratowicz. Po pozycję sięgnęłam tuż po premierze- byłam jej ogromnie ciekawa nie tyle za sprawą osoby Kasi Miller, co z uwagi na Danusię właśnie. Kibicowałam jej już w trakcie pracy nad książką- znamy się bowiem osobiście, wiedziałam więc, co się święci;) Nie przypuszczałam jednak, że lektura pochłonie mnie tak bardzo, że pozostałe czytane przeze mnie pozycje pójdą w odstawkę, ustępując na kilka dni miejsce tylko tej jednej.

Kasia Miller jest jedną z najbardziej cenionych psychoterapeutek w Polsce a ja, jako przyszła adeptka tego zawodu, zawsze chętnie czytam, słucham, oglądam i spotykam tych, którzy odnoszą w nim sukces. Tytuł książki nie kłamie- słodka opowieść to to nie jest… I bardzo dobrze! To, co cenię w niej najbardziej to fakt, że jest prawdziwa. Momentami prawda ta wstrząsa, zniesmacza, obrzydza czy bulwersuje, momentami trudno mi ją pojąć i zrozumieć, ale nawet wtedy cieszę się, że mogę ją poznać. Niesłodzoną.

Najmniej jest mi z nią po drodze, gdy Kasia opowiada o dokonanej przed laty aborcji. Bez żalu, bez głębszej refleksji, można odnieść wrażenie, że…  bez serca. Staram się jej nie osądzać, nie oceniać, choć nie ukrywam, że mój stosunek do aborcji jest skrajnie inny. Nawet wtedy, gdy zachodziło bardzo poważne podejrzenie, że moje dziecko jest ciężko i nieodwracalnie chore, aborcji nie brałam pod uwagę. Nie ja jestem od tego, by decydować, kiedy zakończy się czyjeś życie i z takim podejściem oraz z wielką wiarą przechodziłam przez jeden z trudniejszych okresów mojego życia. Decydując się na kontynuację ciąży bez względu na to, jakie będą wyniki amniopunkcji, byłam przekonana, że wszystko dzieje się po coś; że skoro przychodzi do mnie nowe życie, to najgorszym z rozwiązań jest świadome odrzucenie go, przeciwstawienie się temu, co przynosi los, działanie na przekór. Byłam pewna, że jeśli dziecko okaże się chore, to po coś ma się na tym świecie pojawić. Usunięcie zdrowej ciąży Kasi trudno jest mi ogarnąć rozumem. Jest to jednak jej decyzja, jej wybór. W moim odczuciu mocno gryzie się jednak z wspólną mi i Kasi filozofią, wedle której wszystko w naszym życiu dzieje się w odpowiednim czasie i po coś. Zostawmy jednak temat aborcji, nie tylko o niej książka traktuje. I Bogu dzięki:)

Kasia opowiada o swoim barwnym życiu w sposób niezwykle interesujący. Nie są to jedynie suche wspomnienia ale historie, z których czytelnik może wyciągnąć cenne dla siebie wnioski. Może się czegoś dowiedzieć nie tylko o Kasi, ale też o sobie; może się wiele nauczyć.

Jak wtedy, gdy Kasia wypowiada się na temat wyglądu. Mimo licznych ataków, jakie pod jej adresem słyszałam między innymi z ust innych psychoterapeutów (głównie dotyczących niespójności- osoba, która ma uczyć nas mądrego życia, umiejętności dbania o siebie i która ma nam towarzyszyć w zdrowieniu, sama zdrowa nie jest), mocno przemawia do mnie to, w jaki sposób mówi o sobie w książce:

„Nauczyłam dawać sobie prawo do tego, że ja się mogę sobie podobać każda: zła, smutna, „niezrobiona”, a także gruba.”

Blisko mi do takiego podejścia- sama jestem mu wierna, odkąd zrozumiałam, że moim poważnym obowiązkiem wobec siebie jest pokochać siebie samą. Praca nad sobą i docieranie do prawdy o sobie sprawia, że uroda schodzi na dalszy plan. Nie ma już takiej wagi.

„Wtedy taka gruba baba jak ja idzie po plaży w kostiumie kąpielowym swobodnie. Po prostu idzie. Co czuje? Wiaterek, promyki słońca. Nóżkami brodzi w wodzie, kładzie się na piasku, idzie pływać. Wychodzi z wody i opuszcza ramiączko, żeby się dekolt opalił. Za przeproszeniem, ma w dupie, czy jakaś panienka, która ma 45 cm w talii, powie: <Jezus Maria, co za potwór>. Albo jakiś facet zauważy: <To coś bym z łóżka wykopał!>. Czy ja się do tego twojego łóżka proszę? Chrzanię to łóżko i oceny innych. Sobie mam się podobać.”

Ważne słowa padają również w temacie upiększania. Po co lansuje się w mediach tak wyidealizowany wizerunek kobiety?

„Po to, żeby ludźmi rządzić. Żeby mieli wieczne poczucie niezadowolenia, żeby wyciągać od nich pieniądze na wszystkie możliwe sposoby. Na środki odchudzające, upiększające, kremy, liftingi, operacje, ciągle nowe ciuchy.”

Bardzo trafnie Kasia mówi o poprawiających urodę rozwódkach… O tym, jak po rozwodzie naturalnie piękne kobiety operują piersi, pompują usta, krzyczą swoim wyglądem. Widok dobrze mi znany, dość przykry zresztą, Kasia pięknie zjawisko to tłumaczy tymi słowy:

„O co chodzi w takim krzyku? On znaczy: <Użyj mnie!> Weź mnie, chciej mnie. (….) 

Jeżeli ktoś nie ma na siebie innego pomysłu, czyli nie dostał bazy z samoakceptacją, a chce być kimś ważnym albo chce być chciany, to robi takie rzeczy. Nasz świat bardzo takie zachowania wspiera i nagradza. Za taką leopardzicą pójdzie iluś panów macho. Będą mieli obok siebie wykrzyknik!”

Kasia chętnie opowiada o swoich rodzicach. Wielokrotnie, jeszcze przed przeczytaniem książki, słyszałam z jej ust takie twierdzenie, że każdy człowiek ma w życiu tylko dwa problemy- jeden nazywa się mamusia, drugi tatuś. O „problemach” Kasi wiele czytelnik może się z książki dowiedzieć;) Cieplej wspomina tatę, mamę zdecydowanie chlodniej- wprost zarzuca jej brak miłości. Czytając rodzi się we mnie wiele wątpliwości… Zwłaszcza wtedy, gdy Kasia swoją decyzję o nieposiadaniu dzieci argumentuje tym, że miała niedobrą mamę i bała się, że też będzie taką mamą dla swoich dzieci. Wolała nią zatem nie zostać wcale. Przypominają mi się słowa, jakie podczas pewnych warsztatów usłyszałam na temat „złych” matek od Ewy Woydyłło Jedna z uczestniczek żaliła się straszliwie na swoją mamę a wtedy Ewa zwróciła się do niej bardzo krzepiącymi według mnie słowami: „Czy wiesz, po co los stawia nam na drodze tak złe matki? Żebyśmy doskonale wiedziały, jakie mamy nie być dla swoich dzieci”. Mnie to urzekło i dużo bliżej mi do takiego podejścia niż do totalnej rezygnacji z doświadczenia macierzyństwa. Ale to tylko moje zdanie, każdy ma prawo mieć inne;)

I jeszcze o otwartości… To, co przybliża mnie do Kasi bardzo bardzo, to jej otwartość w mówieniu o sobie, w dzieleniu się swoją historią, prawdą. Otwartość jest pozytywna!

„Nauczyłam się siebie nie wstydzić.Dowiedziałam się od ludzi, a w szczególności od moich cudownych, kochanych klientek, czytelniczek i pacjentek, że im to bardzo pomaga. Przynosi ulgę i pomoc to, że odsłaniam siebie i pokazuję prawdziwą. Nie tylko o mnie chodzi. W ogóle odsłanianie się ludzi, ujawnianie zwyczajności i słabości pomaga i zbliża. (…) Prawda, ujawnianie jej pomaga ludziom uporać się z podobnymi czy takimi samymi przejściami.”

Zgadzam się co do joty:) A książkę gorąco polecam, naprawdę warto ją przeczytać w całości.

K.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: