niezauważona

Mam „wspaniałą” tendencję do myślenia o sobie w kategoriach: zaradna, sprawcza, silna, takich tam ogólnie sugerujących, że dam radę i już. Nie zmienia mi się to nawet w ciąży, całkiem już wysokiej, która w dodatku coraz częściej lubi mnie zaskakiwać, jakby chciała utrzeć noska mojemu myśleniu w wymienionych wyżej kategoriach… Póki co staram się jednak tego nie zauważać, prę do przodu, funkcjonując w społeczeństwie jak gdyby nigdy nic- niemalże jak gdyby tych kilka miesięcy temu w ogóle do żadnego zapłodnienia nie doszło;) Na ogół bardzo mi z tym dobrze.

Ale ostatnio dech mi aż zaparło, gdy krocząc sobie swobodnie do sklepu, drogę zajechał mi pan na rowerze. Właściwie jechał wprost na mnie, a że brzuch zupełnie na pierwszej linii frontu położony, to usunęłam się w te pędy z drogi- odskoczyłam, w ostatniej chwili bliskiego spotkania z rowerem i jego panem unikając. Jak się okazało, cel mieliśmy tego przedpołudnia ten sam, przynajmniej jeśli idzie o wybór warzywniaka… Pan orientując się w sytuacji w tempie ekspresowym zaparkował wehikuł i począł przepychać się przodem, przede mną. Najpierw ubawiło mnie to po stokroć, w końcu należę do tych, co same się prosiły o równouprawnienie i całą tą emancypację, to teraz mam w najlepszym wydaniu;))) Po chwili jednak przyszedł mi do głowy pomysł na pewien eksperyment…

Na kanwie tej sytuacji postanowiłam przez tydzień bacznie obserwować zachowania warszawiaków w stosunku do ciężarnej. Mnie ciężarnej. W tym celu:

– skorzystałam z komunikacji miejskiej, czego na co dzień nie robię wcale,

– wybrałam się do Urzędu Dzielnicy Wilanów, załatwić urzędową sprawę,

– wielokrotnie odwiedzałam sklepy- te duże i całkiem malutkie,

– robiłam zakupy w trzech różnych aptekach,

– odbyłam wizyty u dwóch lekarzy, w dwóch różnych placówkach medycznych,

– wzięłam udział w niedzielnej mszy świętej,

– jadałam w restauracjach, pijałam kawę w kawiarniach,

– odbierałam dzieci z przedszkola, szkoły, basenu itp.,

– odbierałam korespondencję na poczcie,

– wybrałam się z Jagodą do kina,

– brałam udział w wykładach, warsztatach,

słowem- żyłam;) Aktywnie, tak jak zazwyczaj, z tą jednak różnicą, że na celowniku miałam społeczne reakcje na ciążę. Wyostrzyłam wzrok na wszystkie te sytuacje, w których można byłoby spodziewać się pomocy. Zdając sobie sprawę z tego, że moja zaradność może podświadomie wpływać na innych i niwelować w nich pomocowe odruchy, robiłam naprawdę wiele, by na czas eksperymentu jakoś tą zaradność ukryć… Po efektach eksperymentu wnoszę, że chyba nie do końca mi się udało. Najwyraźniej jest już tak bardzo immanentną częścią mnie, że bez względu na moje próby widać ją, mimochodem wyłazi na wierzch;)

Efekty są mocno mizerne… Ich mizerność przerosła moje oczekiwania. Można byłoby skwitować je jednym zdaniem- ciąży właściwie nikt już nie zauważa. Podsumowując „eksperyment” z rozrzewnieniem wspomniałam czasy swojego dzieciństwa:) Pamiętam wizyty z mamą na poczcie, w sklepie, gdziekolwiek, gdzie trzeba było postać w kolejce- gdy tylko pojawiała się kobieta w ciąży ustępowało się jej miejsce, przepuszczało, ułatwiało załatwienie sprawy, dostrzegało się jej wyjątkowy stan, który w miarę upływu lat najwyraźniej mocno stracił na wyjątkowości…

Co mamy dziś? Obojętność. Brak reakcji. Wszechobecne numerki. Zarówno w urzędzie, na poczcie, w aptece jak i w kolejce do pobrania krwi numerki biorą górę, decydują, są najważniejszym i jedynym wyznacznikiem tego, kiedy zastanę obsłużona. Na widok brzucha ci, którzy mają numerek (bądź kilka) przede mną najchętniej odwracają wzrok, udając, że w ogóle brzucha nie widzieli.

Najbardziej zaskoczyła mnie jednak wizyta w kościele… Miejsce z gatunku tych, w których spodziewałam się zastać ludzi wrażliwych, uważnych na innych, pomocnych. Gdy weszliśmy, wszystkie miejsca były już zajęte. Mój mąż został z tyłu ale ja postanowiłam jednak jakieś sobie znaleźć. W tym celu przesunęłam się w kierunku ołtarza- ja plus wózek z przysypiającą Klementyną, Jagódka obok. Stoimy przy pełnych ławkach, ludzie najwyraźniej skupieni głęboko na modlitwie, nie zauważają matki w potrzebie;) Trzykrotnie przesuwałam się do przodu licząc po cichu na to, że może ktoś zdecyduje się na nader szarmancki gest podniesienia tyłka, by mój mógł usiąść- nic z tego. Sytuację uratowała moja ośmioletnia córka, która w pierwszym rzędzie znalazła puste, niezajęte dotąd przez nikogo miejsce, na którym mogłam spocząć z nią na kolanach. Uffff, cóż to była za ulga;)

Przejażdżka autobusem pełnym ludzi mocno przypominała mi sytuację z kościoła- wszyscy w podobnym stadium skupienia… Z tym, że tu uwaga całkowicie skoncentrowana była na ekranach telefonów komórkowych, należących do pasażerów. Świata poza nimi nie widzieli, co dopiero jakąś tam ciężarną… W osiedlowym markecie ciąża niezauważona była ani przez panie kasjerki, ani przez klientów wyjmujących produkty z koszyka na taśmę. Możesz kobieto robić zakupy to sobie postój- dla mnie albo nie istniejesz, albo udaję, że cię nie ma.

picjumbo.com_HNCK5467

I tak się zastanawiam, czy to taki znak czasów, czy bardziej miejsce na ziemi? Może tak jesteśmy skupieni na swoim pędzie, że nie zauważamy, przechodzimy obojętnie, znieczulamy się na innych? Zatopieni w egocentryzmie gnamy przed siebie, coraz mniej zważając na tych, którzy są wokół. Trochę to smutne, trochę straszne, trochę by się chciało, by było inaczej. I w gruncie rzeczy tak bardzo niewiele do tego potrzeba!#

Mimo, że oficjalnie zakończyłam już swój eksperyment, sprawie przyglądam się nadal i przyglądać będę do końca tego pięknego stanu- codzienność daje mi ku temu wiele okazji 🙂 A jeśli masz ochotę opowiedzieć mi o swoich obserwacjach, to bardzo chętnie poczytam, zachęcam do ich opisania! Mam nadzieję, że epidemia znieczulicy nie zatoczyła zbyt szerokich kręgów i chętnie poczytam o tym, że gdzieś istnieje inny, nieco lepszy świat;)

K.

  One thought on “niezauważona

  1. agata
    21 Maj 2015 o 10:18 am

    Mam podobne przemyślenia i co gorsza doświadczenia. gdy byłam w ciąży to praktycznie nie było żadnej ulgi, w kolejkach trzeba było po prostu odstać swoje. kiedyś podczas robienia zakupów pewna starsza pani przepuściła mnie w kolejce, ale zaraz pojawiła się jej córka i tak ją za to ochrzaniła, że wolałam wrócić na swoje miejsce niż wysłuchiwać jej pretensji do Bogu ducha winnej kobieciny. Jedyne zdarzenie, które udaje mi się przywołać w pamięci, kiedy to spotkałam się z przyjemniejszą reakcją miało miejsce w urzędzie skarbowym. pewna młoda kobieta widząc mój zaawansowany brzuszek przepuściła mnie bez wahania, mówiąc, że wie, co to znaczy, bo sama ostatnio była w ciąży. tak więc kobiety po ciąży i nie tylko bądźmy przykładem dla innych i starajmy się ZAUWAŻAĆ brzuszek naszych koleżanek. może w ten sposób przyczynimy się do większej wrażliwości innych ludzi.
    Na koniec bardziej optymistycznie. mam wrażenie, że ludzie bardziej zwracają uwagę na matki z wózkami ☺choć oczywiście i w tym wypadku zdarzają się bardzo niefajne wyjątki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: