bądź inny

Andrzej Wiśniewski jest jednym z tych psychoterapeutów, na spotkanie z którymi gnam najchętniej. Z ogromną przyjemnością czytuję jego książki, felietony, darzę wielką sympatią i nie mniejszym szacunkiem. Podziwiam, podpatruję, uczę się. Po każdym takim wykładzie Andrzeja inspiracji i tematów do rozmyślań mam całe mnóstwo- nie inaczej było i tym razem. Podczas Dni Otwartych, które w pierwszych dniach maja odbyły się w Laboratorium Psychoedukacji właśnie interaktywny wykład prowadzony przez Andrzeja Wiśniewskiego zainteresował mnie najbardziej.

Miało być o emancypacji a wyszło jak zwykle;) Motywem przewodnim były oczywiście związki damsko- męskie, które są konikiem terapeuty, mnie samą fascynują, chętnie o nich słucham. Tym chętniej, jeśli mówi o nich właśnie Andrzej. Rozmawialiśmy zatem o tym, jak powszechne w związkach jest udawanie, zakładanie masek, wchodzenie w role i kurczowe trzymanie się ich w obawie przed okazaniem słabości. Z całej rozmowy wyłaniał się dość smutny obraz współczesnego związku, który coraz mniej zdaje się opierać na prawdzie, nieuchronnie zmierzając tym samym do wykolejenia się na trudniejszym do pokonania zakręcie.

Na szczęście można pracować na inny, lepszy scenariusz:) Bardzo pocieszające jest to, jak wiele i tu zależy od nas, jak wiele jest w naszych rękach. Andrzej Wiśniewski przeczytał fragment swoich rozważań na temat miłości, dokładnie ten sam, który usłyszałam podczas spotkania w Laboratorium przed rokiem. Jest jednak tak urzekający, że chętnie wrócę do niego jeszcze nie jeden raz, z przyjemnością przybliżę go i Wam:

„W bibliotekach stoi mnóstwo książek na temat miłości. Pełno w nich wywodów, analiz i definicji. A jednak spod milionów słów i zdań, porad, odpowiedzi na pytanie „jak?”, przebija się to jedno zwyczajne stwierdzenie Matki Teresy: „dobrze, że jesteś”. A więc kochać, to móc powiedzieć komuś, że dobrze, że ten ktoś istnieje. Jest koniecznym dopełnieniem świata. Bez niego, bez tej jego inności i niepowtarzalności czegoś nie ma. Coś, co dzieje się między nami jest ubogie, niepełne, pęknięte. To świat i ja potrzebujemy twojej inności…

A więc bądź inny!!! Dbaj o swoją niezależność! Nie daj się zamknąć w klatce moich wyobrażeń i potrzeb. Bądź! Sprzeciwiaj się mi, abym czuł, że jesteś kimś innym… Nie chciej być taki jak ja i nie pozwól mnie upodobnić się do ciebie. Nie poddawaj się sile mojego lęku… Nie pozwól stworzyć się na obraz i podobieństwo moje. Nie daj się zamknąć w pułapce słów- jednowymiarowych określeń.

Bądź inny- stawiaj granice moim oczekiwaniom i roszczeniom. Walcz o siebie i swoją niezależność. Może będzie mi przykro, może będę na ciebie zły, może będę groził… Nie pozwól się złamać- tylko wtedy dorosnę do wolności i poznam jej smak, kiedy zaznaczysz swoją odrębność, postawisz granice, będziesz mówił wprost czego chcesz, a czego nie. Wolności nie można się nauczyć się z podręcznika, nie można poznać jej na wykładzie. Ona powstanie w moim doświadczeniu, poznam jej siłę tylko w kontakcie z drugim wolnym człowiekiem. Prawdziwie wolnym! Właśnie z tobą! Bez względu na to, czy wierzysz w to, czy nie! Wtedy mam szansę uwierzyć, że nie tylko potrzebujesz mnie, ale też chcesz być ze mną takim, jakim jestem… Że wybierasz właśnie mnie spośród tysięcy ludzi dookoła…

Inność jest naszą szansą. Szansą na spotkanie z niewiadomą, z Tobą. Poza spotkaniem nie ma dobra i zła, wolności, troski, poświęcenia, miłości. Poza spotkaniem te wartości to księżycowe abstrakcje. Heidegger pisze, że źródłem i siedzibą wartości nie są wartościowe byty, ale wydarzenia, relacje, działania człowieka wobec Innego. Ktoś nie odsunął się, nie uciekł, uważnie spojrzał, dał nam trochę swojego czasu i siebie, poczuł coś do nas, zrozumiał nas- wtedy wydarza się cud wzajemnego zaistnienia. Nie ma tu żadnej wątpliwości- w spotkaniu z wolnym człowiekiem tkwi tajemnica rozwijającej nas psychoterapii, wychowania, miłości, przyjaźni.

Akceptacja inności, wolność i dostrzeżenie indywidualnego piękna drugiej osoby- najważniejsze podstawy miłości. A może coś jeszcze? Lojalność? Może rodząca pokorę i pozwalająca docenić to, co się otrzymało od partnera akceptacja faktu, że on czasami odchodzi, że uczucia nie trwają wiecznie. Czasami kończą się i niewielki mamy wpływ na to, aby trwały. A jeśli tak, to jest szansa, że nie wezmę na siebie całkowitej odpowiedzialności za związek. Dotrze do mnie, że partner ma też obowiązek podtrzymywania jakości tego, co nas łączy. Po co mi partner, który mnie opuści, gdy będę na niego zły, zestarzeję się lub nie spełnię jego oczekiwań? Wtedy jest szansa, że nie będzie mnie paraliżował strach przed opuszczeniem i samotnością. Mniej będę się bał konfrontacji, mówienia o uczuciach, potrzebach. Może stanę się bardziej spontaniczny i naturalny- zaprzestanę wiecznego kreowania się na kogoś, kim nie jestem. Może uda mi się utrzymać trudną równowagę, aby, nie zapominając o sobie, widzieć indywidualność mojego partnera. Dostrzegę jego niepowtarzalność i wynikające z niej piękno. Wtedy mój związek może ewaluować- coraz mniejsze znaczenie będzie miał w nim lęk, a w jego miejscu może pojawić się wzajemna troska, uważność, poczucie, że mogę kochać i chcę być kochanym.”

I, tak już tytułem końca, jeszcze jedno, jakże cudowne zdanie wypowiedziane przez Andrzeja… „Partner nie jest po to, abyśmy mieli poczucie własnej wartości, nie jest lekiem podnoszącym poziom naszej samooceny- od tego jest psychoterapia.”

Z niecierpliwością wypatruję kolejnego tak pięknego spotkania 🙂

K.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: