nie przeżywaj!

Uczucia są mądre. Głęboko w to wierzę.

Ta wiara w mądrość uczuć jest dziś mocno niepopularna zresztą… Lepiej jest im zaprzeczać, tuszować, zagłuszać czy przed nimi uciekać. Udawać, że są inne, niż w rzeczywistości. Nie do końca jest się czemu dziwić- takiej postawy uczeni jesteśmy już od najmłodszych lat. Cóż innego, niż dokładnie tą naukę, wnoszą w nasze życie komunikaty pokroju „nie płacz”, które jako dzieci słyszeliśmy właśnie w tych momentach, w których płakać chciało nam się najbardziej. Albo „nie śmiej się”! „Nie wolno ci się śmiać”! To autentyczna historia, kobieta, którą znam, nagminnie słyszała to w dzieciństwie i choć wierzyć mi się w nie chciało, działo się. Naprawdę.

Co ciekawe, komunikaty te nie przestają nam towarzyszyć, gdy dorastamy. One ciągle są, nadal zdarza mi się je zauważać, towarzyszą mi w mojej codzienności.

„Nie przeżywaj!”

-słyszę z ust kogoś, z kim odważyłam się pogadać , będąc w samym środku przeżywania jakiejś sprawy… Dzieje się coś, co wywołuje we mnie tsunami uczuć, gotuję się od stóp po sam czubek głowy a ktoś, przed kim się otwieram, serwuje mi taki tekścik, w którym ze świecą szukać zrozumienia, akceptacji, o wsparciu nawet nie wspomnę. W zamian mamy w nim coś, co nazywam kneblowaniem uczuć, odcięciem, zachętą właśnie do uczuć wyparcia czy ucieczki od nich i od samego siebie, rzecz jasna.

Przeżywamy różne rzeczy po swojemu. Ty przeżywasz je inaczej, ja inaczej, ktoś inny jeszcze na inny sposób. Boli mnie coś, co Ty puścisz mimochodem, nawet nie zauważysz, że się zadziało. A mnie dotknie, zatrzyma, wytrąci ze stanu harmonii. Możesz tego nie rozumieć, możesz się dziwić, masz prawo się złościć. Kilka tygodni temu sama irytowałam się pokaźnie, będąc świadkiem pewnej pracy terapeutycznej, która w moim odczuciu rozchodziła się o drobnostkę. Trudno było mi wręcz usiedzieć w miejscu, tak mnie to wszystko wkurzało, podnosiło ciśnienie… Pozłościłam się, dałam temu wyraz, nie przyszłoby mi jednak do głowy, żeby tej osobie prawo do jej uczuć odbierać. Kilka chwil później złapałam się na tym, jak często to się dzieje! Nagminnie odbieramy sobie nawzajem prawo do przeżywania, zupełnie nie pojmuję po co i dlaczego? Z jakiego powodu???

„Weź się w garść!”, „Daj spokój, to nic takiego…”, „Nie przejmuj się!”, czy wreszcie najczęściej przeze mnie słyszane „Nie przeżywaj” to teksty, od których warto stronić;) Niestety komunikaty tego typu często słyszymy od bliskich nam ludzi, którzy zamiast towarzyszyć nam w przeżywaniu trudnych chwil mówią, żeby się nie martwić, że jutro będzie lepiej. Nie dość, że za sprawą tych „złotych rad” wcale nie przestaniemy się martwić i przeżywać, to na domiar złego zbagatelizowane zostaną nasze uczucia. Kłopot pomnożyć możemy wówczas razy dwa.

Dawniej w takich sytuacjach myślałam, że rzeczywiście te moje uczucia są o kant czterech liter rozbić. Przecież rodzice, którzy twierdzą, że tak naprawdę nic się nie stało i nie ma powodów do przeżywania, muszą mieć rację- są tacy mądrzy, ich uczucia na pewno też jakieś takie bardziej górnolotne i więcej warte od moich własnych… I gdy wreszcie połapałam się, że nie, że to zupełnie nie tak i zaczęłam dawać sobie prawo do swoich uczuć, moje życie naprawdę zaczęło się zmieniać. Dziś jak czuję, tak przeżywam. Złote rady puszczam mimo uszu i robię swoje. Wierzę, że moje uczucia są mądre i że warto mieć je na uwadze, że lepiej czuć niż się znieczulać. Że ze wszech miar dobrze jest pozwolić sobie na przeżywanie po swojemu. I że to procentuje. Bardzo procentuje!!! Dobrym humorem, dobrym fizycznym i psychicznym samopoczuciem, zdrowiem, dobrym życiem także:)

Przeżywaj! Rób to w zgodzie ze sobą i płacz, kiedy potrzebujesz płakać, śmiej się, krzycz, w pełni wyrażaj siebie! Taką mam dla Ciebie zachętę na dziś, na jutro, na zawsze 🙂

K.

 

 

 

  One thought on “nie przeżywaj!

  1. 30 kwietnia 2015 o 11:14 pm

    ,,Człowiekiem jestem i nic,co ludzkie nie jest mi obce”.

  2. 18 czerwca 2015 o 9:13 am

    Jak trudno wytłumaczyć to komuś, kto nigdy nie pozwalał sobie i innym na „przeżywanie”. I jak bardzo trzeba być uważnym, żeby nie ranić w ten sposób innych. Zwłaszcza dzieci! Pięknie piszesz, pozdrawiam 🙂

    • 18 czerwca 2015 o 9:21 am

      No łatwo nie jest… Ważne jednak, by zadbać o swoje przeżywanie- wtedy jest duża szansa na to, że inni wezmą z nas przykład i również zaczną sobie pozwalać;) A a propos pisania to ja jestem wielką fanką Twojego:) I przesyłam moc najserdeczniejszych życzeń z okazji urodzin- tanti auguri!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: