waga rodzica

Wracam sobie powolutku z intensywnego treningu rozwoju osobistego… Poobijana nieco. Moje wracanie średnio może kogokolwiek obchodzić, w ogóle się zresztą temu nie dziwię, ot wracam sobie w swoim tempie i już. Pomyślałam jednak, że podzielę się z Wami spostrzeżeniem, jednym, za to niemałym:)

Nie był to pierwszy trening w moim życiu. Spotkań tego typu mam za sobą dużo, trudno by mi było określić ile dokładnie, tak naprawdę jest to dość mało istotne. Do czego zmierzam… W różnych okolicznościach, miejscach, wśród osób z różnych grup wiekowych, warstw społecznych, o odmiennych często światopoglądach i systemach wartości, pracujemy na świadomości. Do głosu dochodzą emocje, które na co dzień tłamsimy, usypiamy, czasem zapominamy, że w ogóle są. Tutaj budzą się, uwalniają, pojawiają z różnym natężeniem, choć z reguły oscyluje ono w okolicach dużego. Siedząc tak któryś dzień z rzędu i przyglądając się temu, co właśnie na moich oczach się wydarza (a wydarzało się sporo), przyszła do mnie myśl związana z rodzicami… Nie tylko moimi własnymi ale z rodzicami w ogóle.

Gdyby tak zebrać wszystkie problemy, z jakimi się borykamy na różnych etapach życia i spróbować z nich napisać jedno działanie, to wspólnym mianownikiem na koniec dnia właściwie zawsze okazuje się być mama i tato. Dom rodzinny. Każdemu z nas czegoś w nim zabrakło, czegoś nie dostaliśmy, nader często okazuje się, że w głównej mierze czasu, uwagi i troski. Relacje z rodzicami mają kolosalny wpływ na nasze życie i choć teoretycznie zdawałam sobie z tego sprawę od zawsze, to w ostatnich dniach trochę jednak przytłoczyło mnie to, jak jest on wielki… I jak bardzo ważni jesteśmy dla naszych dzieci my, rodzice.

W którymś momencie, w jakiejś kondensacji kilkunastu historii przyniesionych z rodzinnych domów (co z tego, że historii odległych w czasie czasem o kilkadziesiąt lat- właśnie tu widać jak na dłoni, że żywe są po dziś dzień), zwyczajnie przestraszyłam się tej roli. Roli mamy. Bycia rodzicem. Zupełnie niespodziewanie się przestraszyłam, z mocno opóźnionym zapłonem zresztą- przez osiem lat nie zdążyłam się jeszcze TAK przestraszyć…

Odpowiedzialność za dalsze losy moich dzieci urosła w przeciągu tych kilku dni do rozmiarów wprost niebotycznych, nieznośnych wręcz i niemożliwych do udźwignięcia dla jednego człowieka płci żeńskiej, wzrostu metr sześćdziesiąt dwa;) Przytłoczyła mnie z miejsca, poczułam, jak spoczęła na barkach, przygniatając, nieco nawet wbijając w ziemię. Beznadziejny stan. Ani on dobry dla mnie, ani dla moich dzieci, nikomu też nie życzę i nie polecam:) Sama nie chcę w nim tkwić i nie zamierzam, zdejmuję więc z siebie ten ciężar stopniowo, powolutku. Wracam do stanu sprzedwziemięwbicia, uspokajam się, oddycham z ulgą, gdy do głosu dochodzi świadomość, że nie ma sposobu na to, by być matką idealną. Pomocne okazują się także słowa Donalda Winnicotta, podesłane przez koleżankę w najbardziej odpowiednim czasie i miejscu (Jagódko- dziękuję!). Wczytuję się w nie dokładnie po raz któryś z rzędu, krzepią:)))

„Jeśli robisz wszystko, co możesz, by wspierać osobisty rozwój twego potomka, będziesz musiał być gotów radzić sobie z niepokojącymi skutkami tego rozwoju. Jeśli twoje dzieci odnajdą siebie w ogóle, to nie zadowolą się, dopóki nie odnajdą całych siebie, a to będzie obejmowało agresję i niszczycielskie elementy w sobie tak samo jak elementy, które określamy jako miłosne. Nastąpi długa szarpanina, którą musisz przeżyć.
Przy niektórych dzieciach będziesz miał szczęście, jeśli twoje zabiegi szybko pomogą im używać symboli, bawić się, marzyć, być twórczymi w satysfakcjonujący sposób, ale mimo wszystko droga, jaka do tego prowadzi, może być wyboista. I zawsze będziesz popełniał błędy, które będą spostrzegane i odczuwane jako fatalne, a twoje dzieci będą chciały sprawić, byś czuł się odpowiedzialny za porażki, nawet za te, za które w rzeczywistości nie odpowiadasz. Twoje dziecko po prostu powie: nie prosiłem się na ten świat.
Nagrodą będzie dla ciebie bogactwo, jakie się stopniowo wyłoni z osobistego potencjału danego chłopca czy danej dziewczyny. I jeśli ci się uda, to będziesz musiał być przygotowany na zazdrość, jaką będziesz czuł wobec dzieci, które mają lepsze warunki do osobistego rozwoju, niż ty miałeś. Poczujesz się nagrodzony jeśli pewnego dnia córka poprosi cię, byś został z jej dziećmi, wykazując w ten sposób, iż myśli, że możesz to dobrze zrobić; albo jeśli twój syn będzie chciał być taki jak ty pod jakimś względem lub zakocha się w dziewczynie, która i tobie by się podobała, gdybyś był młodszy. Nagrody przychodzą nie wprost. I, oczywiście, musisz zdawać sobie sprawę z tego, że nikt ci nie podziękuje.”

Z jednej strony czytam ten tekst jako mama, z drugiej oczywiście jako córka i tu, jak się okazuje, jest jeszcze zabawniej:) Przypominam sobie, jak bardzo i (często!) chciałam sprawić, by to moi rodzice czuli się odpowiedzialni za moje porażki… Faktycznie, sporo burz i huraganów musiało przetoczyć się przez nasze relacje, pocieszające jest jednak to, że wszystkie one doprowadziły do momentu, w którym tak niewiele jest z obwiniania, a tak dużo z wdzięczności. Ale to już temat na zupełnie inny wpis 🙂

Wracam do mojej potreningowej rehabilitacji i jej się oddaję;)

K.

  One thought on “waga rodzica

  1. Jagoda
    27 marca 2015 o 12:51 pm

    Kasiu! Proszę bardzo 🙂
    Przyszło mi jeszcze do głowy, że nie tylko za mało dostajemy od rodziców, ale czasami za dużo … i to tez nie służy. Wyobraź sobie nadmierną troskę i uwagę rodziców … może się ulać:) Zatem drodzy Rodzice! Nie przesadzajcie!

    • 30 marca 2015 o 10:55 am

      Dokładnie:) Ani w jedną, ani w drugą stronę- nie ma co przesadzać! Niech żyje umiar;) Buziaki!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: