Londyn inaczej

Jeśli chcesz odkryć miasto, które już znasz, na nowo- odwiedź je z dziećmi:)

Czy Cię zaskoczy? Mało powiedziane;) Może się okazać, że przyjdzie się Tobie zmierzyć z sytuacjami, o których wcześniej nie przyszło by Tobie pomyśleć… Jak wtedy, gdy pełna optymizmu wybrałam się sama z dwiema moimi Księżniczkami do Muzeum Historii Naturalnej. Sprawdziwszy trasę, skonsultowawszy ją z kim trzeba, wyruszyłam pełna optymizmu- dojadę jedną linią, wysiądę pod samym muzeum, wszystko pójdzie jak z płatka… Naiwność! Szybko okazało się, że tego dnia metro nie kursuje na całej linii, należało zatem obrać nową trasę, zahaczającą o dwie kolejne linie metra. W pojedynkę przesiadać się mogę i dziesięć razy, z dziećmi jednak sprawa nieco się komplikuje… Zwłaszcza gdy na stacji nie ma windy, są tylko wąskie, acz strome schody, po których wózek trzeba znosić i wnosić i tak po kilka razy na jednej stacji. Dziecię piórkiem już nie jest, śpiące wydaje się ważyć jeszcze więcej. Szczęśliwie za każdym razem trafiam na bardzo pomocnych, niezwykle kulturalnych panów, którzy służą swoim ramieniem (a nawet dwoma) i po zdającej się nie mieć końca podróży udaje nam się osiągnąć jej cel.

Nie nam jedynym… Chętnych do zwiedzania muzeum na pęczki. A kolejka? Zupełnie jak nasza podróż- końca nie widać;) Siąpiący deszcz emocji nie studzi wcale, choć mógłby z pewnością- zwłaszcza te dziecięce;) Niecierpliwe, marudzące, niemogące doczekać się wejścia do środka. Ten jednak, gdy wreszcie następuje, rekompensuje czas spędzony w kolejce. Wita nas gigantyczny dinozaur:)))

IMG_7858

Wielkim zaskoczeniem jest fakt, że za wejście do jednego z najciekawszych (jeśli nie najciekawszego) muzeum w Europie nie płacimy jednego nawet funta. To, co możemy oglądać, podziwiać, czego dotykać i próbować, przechodzi za to nasze najśmielsze oczekiwania. Muzeum jest rajem zarówno dla małych, jak i dla dużych. Wczuwając się w rolę poszukiwacza złota bawiłam się co najmniej tak dobrze, jak mniejsi poszukiwacze.

Nie sposób uniknąć porównań do Centrum Nauki Kopernik… Te nasuwają się już od wejścia- za wizytę w CNK płacimy dość słono, tu wchodzimy za free. Mimo braku opłat muzeum utrzymane jest na bardzo wysokim poziomie i tylko na jednym! eksponacie widniała kartka z bardzo nielubianym przez nas napisem „out of order”. Podczas ostatniej wizyty w Koperniku niedziałających eksponatów naliczyłam chyba z dziesięć i niestety były wśród nich wszystkie te, które nasze dzieciaki lubią najbardziej… A i do tych działających można było mieć sporo zastrzeżeń. Niesamowite wrażenie w Londynie zrobił na mnie także design- momentami zapierał dech w piersiach. Budynek jest tak wielki, że satysfakcjonujące zwiedzenie go zajęłoby nam pewnie ze dwa dni. Z dziećmi miałam na to zaledwie kilka godzin, a o skupieniu właściwej uwagi na wszystkim, co muzeum proponuje, mogłam jedynie pomarzyć- nadrzędnym obowiązkiem było przypilnowanie, by dwa ruchome eksponaty z polskim obywatelstwem nie zniknęły mi z oczu, resztę oglądałam w tak zwanym międzyczasie;) Wyszłam z poczuciem niedosytu. Ledwie liźnięcia. Ale też zadowolenia, że w ogóle udało nam się dotrzeć, wejść, zobaczyć.

      IMG_7724_2   IMG_7734_2

Ilość atrakcji, jaką oferuje najmłodszym Londyn, może przytłoczyć. Właściwie na każdym kroku coś nas zatrzymuje, ciekawi. Miasto opanowane jest przez niezliczone ilości misiów Paddingtonów (no dobra, zliczone- dokładnie 50), którym stroje zaprojektowały takie sławy jak Nicole Kidman czy Kate Moss; muzeów, galerii, sklepów, z których dzieciaki najchętniej by nie wychodziły, jest tu bez liku. London Eye, spacery po parkach, mostach, przejażdżki piętrowym autobusem, Big Ben, czy Pałac Buckingham zaciekawią każdego turystę- tego całkiem małego i dużego też:)

Londyn z dziećmi, Londyn inaczej. Nie zawiódł! Nie raz zaskoczył, pokazał się z nieznanej dotąd strony i nadal kusi. Smakami, widokami, atrakcjami, uprzejmością mieszkańców także;) Co mnie od niego oddala? Wyprzedaże. Z dziećmi lepiej je omijać łukiem jak najszerszym. Poza tym jeść go można garściami i to z całą rodziną. A gdyby ktoś z Was się wybierał i żądny był informacji to służę pomocą i zapraszam do kontaktu 🙂

Bye bye,

K.

  One thought on “Londyn inaczej

  1. agata
    12 stycznia 2015 o 6:13 pm

    Po raz kolejny narobiłaś mi wielką ochotę na Londyn!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: