bo jesteś człowiekiem

U kolegi stwierdzono depresję. Jakiś miesiąc temu. Potem stwierdzono ją jeszcze u koleżanki, u innej póki co się ją podejrzewa. Plaga. Epidemia XXI wieku. Choroba cywilizacyjna, na pewno jesteś następny w kolejce. Albo następna.

Patrzyłam tak na siebie przez dość długi czas. Jako na następną w kolejce. Potem nawet powiedziano, że tak, że depresja, przepisano leki, których na moje ogromne szczęście nigdy nie wzięłam. Choć zalecano, bardzo przy tym strasząc. Bo z depresją nie ma żartów, zbiera śmiertelne żniwo a leki pomagają! Mówili ci, którzy z ich przepisywania żyją. Nadmienię, że całkiem nieźle.

Nie posłuchałam. Wybrałam trudniejszą ścieżkę, która doprowadziła mnie do uświadomienia sobie, co za tym moim przewlekłym „dołem” stoi, skąd on się bierze i jak w związku z tym mogę mu zaradzić. Bo mogę i każdy może, pomijając ten margines, na który składa się odsetek ludzi, którzy faktycznie zapadają na ciężką depresję endogenną, taką, w której bez leków ani rusz. Wtedy są one zbawieniem, pomagają, ratują życie ale cierpi z tego powodu bardzo, bardzo niewielki procent populacji, nie wzrósł jakoś specjalnie na przestrzeni ostatnich lat.

Może zatem prawie każdy. Wierzy w to niestety mało kto.

Mi można w tą dobrą nowinę wierzyć albo nie. Ale kilka dni temu wybrałam się na spotkanie z kimś, komu zaufać w tym temacie nie tylko można. Po prostu trzeba. Z kimś, komu ja uwierzyłam już dawno. Jej książkom- zwłaszcza jednej („Bo jesteś człowiekiem”) -zawdzięczam bardzo dużo. Między innymi przekonanie, że można się uporać z depresją bez leków, konkretne wskazówki, jak to zrobić i że bardzo warto spróbować. Po jej przeczytaniu naturalnie przyszło mi ponadto zaakceptowanie faktu, że w moim życiu będą się działy zarówno rzeczy dobre, przyjemne, wspaniałe, jak i te trudne, smutne, mroczne i złe. Bo życie bez całej gamy emocji po prostu nie istnieje, będę zatem je czuła zawsze. Wszystkie- od złości, przez lęk, smutek, po radość. Bo jestem człowiekiem! Będę więc doświadczać wszystkiego, co ludzkie i nie warto się łudzić, że gdzieś ktoś ma inaczej;)

Spotkanie z Ewą Woydyłło. Ku mojemu zaskoczeniu z tematu, jaki miał być poruszony, nie pojawiło się praktycznie nic. Dość spontanicznie rozgorzała bowiem bardzo ciekawa dyskusja, w znacznej mierze poświęcona tematyce depresji. I była to jedna z tych rozmów, które powinien usłyszeć każdy, komu temat ten obcy nie jest…

Ewę Woydyłło podziwiam za wiele rzeczy. Jedną z nich jest otwartość w mówieniu o tym, że leki są przepisywane często zupełnie niepotrzebnie, a sami terapeuci nie postępują fair w stosunku do pacjentów, którym zalecają długoterminową terapię, choć wcale nie jest ona niezbędna do tego, by lepiej funkcjonować. Zwłaszcza wtedy, gdy nie o niekończące się terapeutyczne powroty do dzieciństwa i „przerabianie” zamierzchłych czasów chodzi, ale o zmianę na teraz („Nie patrz na to, jaka byłaś- patrz na to, jaka będziesz od dziś!”). Wreszcie za to, że podaje bardzo proste i skuteczne metody radzenia sobie ze spadkami nastrojów, zachęcając do dyscypliny, codziennej dawki ruchu, czy do ćwiczenia umysłu, swego rodzaju przesterowania go na pozytywne myślenie, na czym sama skorzystałam i każdemu polecam.

Tym, co najbardziej jednak w całym piątkowym spotkaniu mnie urzekło, była historia niewidomej przyjaciółki pani Ewy… Jak wiadomo, nadszedł  ten magiczny czas w roku, gdy spotkanie zadowolonego Polaka graniczy z cudem. Umówmy się, radością nie grzeszymy specjalnie również w innych miesiącach, jesienią jednak smutek i przygnębienie dają się nam we znaki najbardziej. Narzekamy na brak światła, mniej się ruszamy, więcej jemy i wielu z nas najchętniej podzieliłoby los niedźwiedzi z Tatrzańskiego Parku Narodowego i na wiele tygodni poszło spać. W tych okolicznościach przyrody usłyszałam historię, którą chcę się z Wami na koniec podzielić, zostawić ją Wam pod rozwagę…

Otóż Ewa Woydyłło przytoczyła niedawną rozmowę ze swoją przyjaciółką. Niewidomą, a mimo to niezwykle radosną, zadowoloną z życia, spełnioną Kobietą. Rozmawiały o tym, że w związku z porą roku pojawia się wiele zapytań i próśb o komentarz w sprawie depresji sezonowej. Bo tak szaro, ciemno i dzień coraz krótszy. Na to przyjaciółka pani Ewy zwraca się do niej takimi oto słowy: „Widzisz, w ogóle mnie ta szaruga nie dotyczy! Ja to mam szczęście!!!”

Nic dodać, nic ująć.

K.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: