nie masz problemów

Wierzę, że wszystko w naszym życiu dzieje się po coś. Wierzę też, że wszystko w życiu jest możliwe i w inne tego rodzaju coachingowe teorie rzeczywistości. Ostatnie dni dają mi jednak mnóstwo okazji ku temu, by te wierzenia weryfikować…

Bo jaki sens ma choroba dziecka? Taka, która ujawnia się niedługo po pierwszych jego urodzinach, żeby na kilka miesięcy po tych trzecich zabrać je z tego świata? Żegnaliśmy Ją w czerwcu, wymęczoną dwoma przeszczepami, całą masą chemii, przetaczaniem krwi, naświetleniami i wszystkim dookoła. Ból w sercach nas, niespokrewnionych w żaden sposób ludzi, choć ogromny, jest z pewnością niczym w porównaniu do bólu rodziców, brata, dziadków. Przez blisko dwa lata ich tułaczki po kolejnych szpitalach, usilnych próbach znalezienia lekarstwa, które mogłoby pomóc, zadawałam sobie pytanie- po co to? Dlaczego Bóg funduje takie cierpienia niewinnemu dziecku, po co skazuje je na takie męki? Dookoła pojawia się mnóstwo pytań, dużo mniej odpowiedzi. Wszystko dzieje się po coś- usiłuję myśli skierować na ten tor, na którym wszystko da się przecież tym „po coś” wytłumaczyć. Ale po piątkowym spotkaniu twarzą w twarz z cierpieniem Jej Matki, najgłębszym i najczarniejszym, jakie można sobie w ogóle wyobrazić, ciągle trudno mi okiełznać własne myśli. Staram się znaleźć jakikolwiek sens tego dramatu i choćbym nie wiem ile godzin myślała, nic nie przychodzi mi do głowy. Pustka, jeden wielki brak. I pełno bólu.

Wczorajszy wieczór. Wiadomość o śmierci Ani Przybylskiej wstrząsa mną solidnie i znowu pojawia się niezrozumienie, jakiś rodzaj buntu. Dlaczego tak małym dzieciom odbiera się Mamę? Mnóstwo myśli dookoła, jedno marzenie, największe jakie w życiu mam- by móc towarzyszyć swoim dzieciom jak najdłużej. Po prostu być.

Jak mało istotne robią się w takim momencie rzeczy, którymi czasem zawracamy sobie głowę… Każdy jeden dzień jest darem! Miewamy tendencję do czepiania się takich pierdół, rzeczy cholernie nieistotnych, marnujemy swój cenny czas, a tymczasem kiedy jesteśmy zdrowi i zdrowe są nasze dzieci- nie mamy problemów, których nie można byłoby rozwiązać. Słyszę użalającą się nad swoim losem kobietę (facet zawodzi) i mam ochotę nią potrząsnąć… Obudzić. Nie da się, nikt za nią tego nie zrobi. Pozostaje trzymać kciuki, by zauważyła, jak wiele ma możliwości, jak dużo może zdziałać. I jak dużo czasu traci… Ktoś inny psuje sobie dzień z powodu kompleksów, kilka kilogramów za dużo, w biuście za mało itd. Jakie to ma znaczenie na końcu dnia, tego ostatniego, jaki przychodzi nam przeżyć?

Tuląc Klementynę, głaszcząc jej delikatną skórę, nie chcę wypuścić jej z ramion. Czuję jej zapach, przeczesuję palcami wciąż króciutkie włoski, niczego do szczęścia mi nie brakuje. To, że jesteśmy, może nie w rewelacyjnym zdrowiu, ale dzięki Bogu też nie fatalnym, jest najważniejsze. Są chwile, gdy ciężko jest mi pojąć sens zdarzeń, słabo w ciągu ostatnich dni ogarniam tak smutną rzeczywistość, wiem jednak, że nie mam na nią żadnego wpływu. Zamartwiając się, dołując, nie pomogę nikomu; co najwyżej mogę tylko zaszkodzić, na przykład swoim dzieciom. Prostuję plecy, podnoszę głowę, łapię chwile, które nie będą trwać wiecznie. Są, jak w przypadku każdego z nas, policzone. Nie chcę stracić ani minuty.

Być może jest to jeden z mniej składnych wpisów. Emocje… Mam jednak nadzieję, że złapiesz, Drogi Czytelniku to, co próbuję nim Tobie powiedzieć. Może, tak jak ja, wstaniesz, rozejrzysz się wokół, docenisz, jak wiele masz i za jak dużo możesz być dziś wdzięczny.

K.

  One thought on “nie masz problemów

  1. Marta
    6 października 2014 o 9:28 pm

    myślę dziś podobnie i też trochę nieskładnie, staram się jednak do przodu i z optymizmem… i trzymam kciuki, ściskamy Was…

    • 7 października 2014 o 5:03 am

      Również uściski Martusiu! I mimo wszystko kazdy dzien zaczynam piosenka Always look on the bright side if life;) Buziaki😘

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: