cudze chwalicie…

Nie pamiętam tak pięknego września. Weekendy pełne słońca, ciągle jeszcze ciepłe, choć poranki i coraz dłuższe wieczory już jesienno rześkie. Czuję się dopieszczona, upojona tegorocznym wrześniem:) Chciałabym go zatrzymać na dłużej, nieco lękając się nadejścia ciemnych i zimnych miesięcy, które przed nami… Brrrrrrrr, na samą myśl o nich robi mi się chłodniej!

Odganiam te myśli:) Nie wybiegam w przód, cieszę się tym, co teraz. A nóż uwielbiana przeze mnie pogoda utrzyma się do marca;) Zaklinam. Wystawiam głowę wprost do jesiennego słońca i nastrajam się pozytywnie 🙂 Pomagają mi w tym moje dzieci, które każdą wolną chwilę ochoczo wykorzystują na ich zdecydowanie ulubione jesienne zajęcie, jakim jest zbieranie kasztanów. Kiedy w minioną sobotę pakowałam je do auta, by pokazać im miejsce, w którym urodził się Fryderyk Chopin, nie zdawałam sobie sprawy, że tego dnia ustanowimy życiowy rekord w zbieraniu brązowych skarbów…

Żelazowa Wola. Zaledwie kilkadziesiąt kilometrów dzieli ją od Warszawy, w niecałą godzinę jesteśmy na miejscu. Wita nas diametralnie inne, od tego, do którego zmuszeni jesteśmy przywyknąć w stolicy, powietrze. Puszcza Kampinoska, na skraju której wieś jest położona, robi swoje;) Każdą komórką ciała łapiemy tlen, nie spodziewając się zupełnie, że okazję do tego będziemy miały jeszcze przez kilka następnych godzin.

IMG_2903

Moje wyobrażenia na temat tego miejsca miejsca były zgoła odmienne od zastanej rzeczywistości… Spodziewałam się Domku Narodzin Mistrza otoczonego kilkoma drzewami, zastałam ogromny, przepięknie utrzymany park, z którego moje dzieci naprawdę trudno było wyciągnąć:) Głównie za sprawą dorodnych kasztanowców, co rusz zrzucających z siebie dojrzałe owoce. Wszystko to odbywało się w rytm płynącej z głośników muzyki Chopina, co w połączeniu z szumem drzew okazało się być jednym z najbardziej niezwykłych koncertów, jakich dane mi było wysłuchać. Mój kraj, taki piękny!!!

DSC04497

        DSC04765  DSC04781

        DSC04538  DSC04811

Kasztany, kasztany… A z nimi tyle zabawy:))) Przyznaję, że w kasztanowe kręgle grałam po raz pierwszy w życiu:) Okazuje się, że mamy wiele szczęścia, móc zbierać je i cieszyć się nimi do woli… Korespondując wczoraj z koleżanką, która od paru lat mieszka za oceanem dowiedziałam się, że nawet gdyby szczęśliwie trafiła na kasztanowiec (co jak dotąd jej się nie udało) to nie mogłaby ruszyć jego owoców, bo są one własnością stanu:) Wyobrażacie sobie dzieciństwo bez kasztanowych ludzików? Mi przychodzi to dość trudno… A dzieciństwa bez lodów nie jestem sobie w stanie wyobrazić wcale! Za grosz;)

Cudze chwalę, owszem, nieustannie zachwycam się jednak swoim:) Żelazowa Wola jest kolejnym na mapie Polski miejscem, które zaliczę do ulubionych. Idealna destynacja na słoneczny, jesienny dzień, bardzo dobra alternatywa dla zatłoczonych w weekendy warszawskich parków. Kameralnie, spokojnie, miło.

Polecam dużym i małym;)

K.

  One thought on “cudze chwalicie…

  1. aleksandra
    29 września 2014 o 9:33 pm

    cudowne dzieciństwo! brawo Felu !!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: