lato czeka

Na ostatniej prostej przed wakacjami poczułam obywatelski obowiązek podzielenia się z Wami historią świeżą jak dorsz w nadmorskiej smażalni (przywiezioną z długiego weekendu), acz w przeciwieństwie do dorsza chwilami niesmaczną… Lato czeka, a wraz z latem czekają wycieczki, urlopy, małe i duże podróże. To akurat lubię;)

A skoro lubię, to wybrałam się nad morze. Polskie, jedyne w swoim rodzaju i w ogóle jedyne jeśli o nasz piękny kraj chodzi. Bałtyckie, ukochane przeze mnie od zawsze, wszak tylko tu ten jod i bryza. Skoro pojawiła się okazja, by zostawić dzieci pod opieką dziadków, to grzechem byłoby z niej nie skorzystać;) Zostawiamy zatem i ruszamy z mężem na nadmorską randkę. Hurra! Parkujemy samochód na jednym z międzyzdrojskich parkingów, idziemy na spacer. Cudownie świeże powietrze uderza do płuc i głowy, szybko jednak okazuje się, że najlepiej delektować się nim poza sezonem, tudzież długim weekendem właśnie…

Wcale nie dlatego, że ceny odstraszają a pogoda na wejście do wody pozwala wyłącznie morsom. Przeboleję jedno i drugie. Morze tandety niebywale rażące moje wrażliwe oko też nie jest w stanie mnie zniechęcić, choć na tutejszej promenadzie czuję się, delikatnie rzecz ujmując, nieswojo… Niemal każdy metr kwadratowy powierzchni zalany jest przez fale jarmarcznego badziewia. Są też liczne atrakcje dla dzieci, na które moje własne rzucają się zawsze jak Hindus na curry, ogołacając nas do ostatniej złotówki. Szczęśliwie tym razem nie muszę się przy nich zatrzymywać;) Przełykam i je. „Kultura” szanownych rodaków staje mi jednak w gardle okoniem.

To są te chwile, w których wolałabym nie znać polskiego języka. Nie rozumieć o czym mowa, gdy rozkoszując się widokiem mew ochoczo łapiących w locie rzucane im przez stojącą nad brzegiem morza dziewczynę kawałki chleba, słyszę toczącą się obok rozmowę rodaków. Język Belki i Sienkiewicza to przy tym poezja wysokich lotów. Panowie, na oko moi rówieśnicy, tak soczyście opisują minioną noc, pełną dragów i dziwek, że uszy z miejsca mi więdną. Królowie życia… Nie przeszkadza im oczywiście fakt, że kilka metrów dalej bawią się dzieci. Co gorsza, nie przeszkadza to również rodzicom tych dzieci- równie mocno pochłonięci są dyskusją na podobnym poziomie abstrakcji. Dwie rodziny, jedna butelka czystej wódki już pusta, druga wchodzi na stół ku wielkiej ich radości. Nazajutrz Dzień Ojca, to świętują…

Przy całej mojej miłości do pięknej, bardzo urokliwej Ojczyzny, coraz mniej niestety chce mi się w niej przebywać. Coraz mniej we mnie chęci, by ją swoim dzieciom pokazać, tak jak kiedyś, przed laty, moi rodzice pokazali ją mnie. Zasłyszane rozmowy, widok chlejących w obecności dzieci rodziców czy małej dziewczynki, namówionej przez mamę by zrobiła kupę do wykopanego na plaży dołka- bo przecież się go piaskiem zasypie, skutecznie mnie do krajowych eskapad zniechęca. Jeśli mogę ochronić swoje córki przed podobnymi scenami, to z pewnością będę to robić, wyjeżdżając wszędzie tam, gdzie „kulturalnych inaczej” rodaków jest jak najmniej. Z dala od Polski, najczęściej wybieranych destynacji, obleganych all-inclusiv i czarterowych przelotów po brzegi wypełnionych wesołą, bo zdrowo już upitą gawiedzią. Polaka na wakacjach wolę omijać z daleka.

Tak, wiem, nie tylko my tak mamy. Lata temu, w Hiszpanii pijany do nieprzytomności Anglik przez pół nocy usiłował wejść do naszego pokoju. Pomylił go ze swoim, przed drzwiami zostawił pamiątkę w postaci wymiocin. Koszmar. Z Rosjanami bywa jeszcze gorzej, wiadomo. Ich przynajmniej nie rozumiem i chyba jest się z czego cieszyć:) Piszę jednak o Polakach, bo właśnie w związku z Polakami coraz częściej czuję wstyd, zażenowanie, polskich dzieci zwyczajnie jest mi żal. Piszę, bo mam nadzieję, że za sprawą tego tekstu choć jeden rodzic zastanowi się nad swoim urlopowym zachowaniem, zrobi rachunek sumienia i postara się, by w te wakacje było inaczej, lepiej. By jego dziecko zapamiętało z nich energicznego, chętnego do zabawy tatusia (a nie skacowanego, śmierdzącego potwora) i radosną mamę, z którą fajnie jest budować zamki z piasku, by przebywało w bezpiecznej przestrzeni, wolnej od wulgarnych opowieści, scen. Piszę, by uświadomić, jak ważny dla dzieci jest wspólnie spędzony podczas urlopu czas i jak często go marnotrawimy. Na wszystko to mamy wpływ i warto u progu wakacji o tym pamiętać…

Życzę Wam pięknego lata i proszę- gdziekolwiek będziecie je spędzać- rozum zabierzcie ze sobą;) Ciepło pozdrawiam,

K.

 

Ps. Przywiozłam garść pięknych fotek, jedną się podzielę;)

DSC00547

Buziaki!!!

  One thought on “lato czeka

  1. Kinga
    25 czerwca 2014 o 11:37 am

    Droga Felu!

    Jakie to prawdziwe…
    Kocham nasze polskie morze i co roku wybieram się na jesień / zimę. Zrezygnowałam z wyjazdów wakacyjnych, właśnie z tych powodów, o których piszesz. Za każdym razem czułam przerażenie i zażenowanie. Naszą mentalnością, zachowaniem, podejściem (a właściwie jego brakiem) do dzieci i ogólną atmosferą panującą w naszych nadmorskich miasteczkach. Dlatego przyłączam się do Ciebie i apeluję o rozum 😉
    A wszystkim przerażonym tak jak ja, polecam wyjazdy na jesień bądź w zimie! Morze ma tak nieodparty urok w tym czasie! I te wspaniałe puste plaże! I zawsze wracam z głową pełną dobrych myśli 🙂

    Z ciepłymi i wakacyjnymi pozdrowieniami,
    Kinga

    • 26 czerwca 2014 o 6:34 am

      O tak, morze poza sezonem to jest bajka po prostu 🙂
      Usciski!

  2. ekm
    25 czerwca 2014 o 9:40 pm

    Droga Felu,
    jako stały Twój czytelnik postanowiłam się w końcu uaktywnić 🙂
    Jak zawsze spostrzeżenia trafne, ale wniosków, co zdarza mi po lekturze postu, nie podzielam, choć akurat w Twoim przypadku – co wyjątkowo mi się zdarza – nie odmawiam Ci prawa do zdania odmiennego od mojego 😉
    Ad rem…
    nie uciekajmy, a „naprawiajmy”.
    Uczmy swoje dzieci poświęcając im czas nawet na negatywnych przykładach, a one w przyszłości puszczą to dalej i rozszerzą krąg bardziej świadomych i kulturalnych.
    W czasach naszego dzieciństwa też było wiele kwestii nie-do-zaakceptowania z punktu widzenia rodzica – mi najbardziej w pamięci utkwiły dwa – kupowanie przez dzieciaczki alkoholu i papierosów dla rodziców oraz bezczynne stanie praktycznie pod każdym sklepem uroczo zaczerwienionych Pań i Panów spożywających buteleczkę piwka lub innego wzmocnionego napoju….
    a jednak nasi rodzice wysyłali nas do sklepu na zakupy – oczywiście innych artykułów spożywczych i na podwórko – mimo tak szkaradnego widoku – podając jak mantrę – to nie jest właściwe zachowanie.
    Minęło lat xxx i jako dorośli już i świadomi zaczęliśmy krzyczeć głośno, że to nie jest właściwe – nauczyliśmy myślących inaczej (w tej kwestii), że to my mamy rację, a oni się mylą
    wprowadziliśmy zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych i zakaz sprzedaży alkoholu dzieciom i wszelkie inne obostrzenia w tym zakresie.
    Świat się zmienia – ale powoli – nasza „ucieczka” lub jak kto woli „ochrona” będzie większą szkodą dla dzieci niż nauka nawet przez negatywny przykład.
    tak ja to widzę…
    Pozdrawiam Cię serdecznie i pisz 🙂
    Buziaki

    • 26 czerwca 2014 o 6:33 am

      Fajnie to widzisz:) Ale rodak na wakacjach to jest cos, przed czym jednak wole uciekac daleko… Polska codziennosc daje mi duze pole do uczenia dzieci, mowienia co dobre a co nie i zgadzam sie z Toba co do joty, ze wychowywac trzeba a nie uciekac. Ale jadac na „wolne” najbardziej pragne relaksu, ktory w tych okolicznosciach przyrody zwyczajnie nie jest dla mnie osiagalny;)
      Sciskam Kochana i bardzo dziekuje za komentarz 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: