do przesady

Temat macierzyństwa z oczywistych względów „kręci” mnie teraz bardziej, niż kiedykolwiek. Po moim ostatnim wpisie odbyłam tyle ciekawych rozmów o byciu mamą, że Superniania ma prawo czuć mój oddech na plecach;) Cieszy mnie pozytywny odzew ze strony mam, ale także tatusiów- ich zainteresowanie uważną obecnością w życiu dziecka zdaje się rosnąć z roku na rok. I o to chodzi.

Sposobów na fajne rodzicielstwo jest całe mnóstwo- po opublikowaniu dwunastu, kolejne punkty pojawiały się w mojej głowie w jakichś nieprzyzwoitych ilościach i nie dawały spokoju. Był wśród nich taki, który zaznaczał się wyraźniej, niż inne…  Dotyczył nadopiekuńczości. Krzywdzącej dla dziecka, utrudniającej właściwy rozwój, realizację naturalnej potrzeby eksploracji otaczającego świata. Za jej sprawą wiecznie czuwamy nad każdym ruchem dziecka, nadmiernie kontrolujemy, troszczymy się. Bo przecież kochamy! Tyle, że za bardzo, nierzadko do przesady.

Nadopiekuńczość w prostej linii wynika z lęku. Tak bardzo boimy się o dziecko, że mamy ochotę ochronić je przed wszelkimi niebezpieczeństwami tego świata. Ze strachu nie wypuszczamy na dwór, choć sami w jego wieku całe dnie spędzaliśmy pod gołym niebem. Drżymy na samą myśl o tym, że się przewróci, skaleczy, zadrapie, dotknie czegoś, czego dotykać pod żadnym pozorem nie powinno. Że ktoś powie mu niemiłe słowo, pulchną Zosię nazwie grubą, zaśmieje się z Franka, który sepleni. Że w szkole poczuje się odrzucone, gorsze, ktoś je skrzywdzi, urazi… Generujemy setki pomysłów na to, co złego może je na każdym kroku spotkać i ze wszystkich sił staramy się zapobiec trudnym sytuacjom zapominając, że właśnie dzięki nim nasze dziecko ma szanse nauczyć się życia.

Takie usuwanie dziecku kamieni spod nóg może skończyć się tym, że gdy dorośnie, będzie potykało się o ziarenka piasku. Prędzej czy później nadejdzie dzień, w którym dziecko będzie musiało poradzić sobie bez naszej pomocy. Jest mnóstwo sytuacji, dzięki którym można je do tego przygotowywać, chociażby pozwalając mu na samodzielne poszukiwanie rozwiązań, przyglądając się, jak samo poradzi sobie z jakimś niewielkim problemem. Dzięki temu przyczyniamy się do nabywania przez dziecko coraz to nowych umiejętności, pewności siebie. To ważne.

Nadmierna koncentracja na dziecku jest ze wszech miar toksyczna nie tylko dla niego. Nie robi ona dobrze także rodzicom. O tym, jak wielkie szkody potrafi wyrządzić opowiedział mi przed kilkoma dniami Krzysiek- tata dwójki dzieci, obecnie w trakcie rozwodu. „W rodzinie wszystko kręciło się wokół dzieci. Ich potrzeby zawsze były na pierwszym miejscu, nasze albo pozostawały daleko w tyle, albo nie liczyły się wcale. Gdy próbowałem rozmawiać o tym z żoną, spotykałem się z ostrą krytyką z jej strony. Naturalne było dla niej to, że dzieci są ważniejsze i że należy poświęcić im całą swoją uwagę, energię, czas. Dziś dostrzegam, jak fatalne są tego skutki. Rozpad związku to jedno. Najtrudniej pogodzić się z życiową niezaradnością synów. Z ich ciągłą zależnością od matki, kompletną nieumiejętnością podejmowania decyzji, nieradzeniem sobie z emocjami, niskim poczuciem wartości.”

Kochanie za bardzo nie przyniesie szczęścia ani nam, ani naszym dzieciom. Im szybciej zdamy sobie z tego sprawę i im szybciej weźmiemy się za okiełznanie nadopiekuńczych skłonności, tym większe będziemy mieć szanse na zdrowe funkcjonowanie całej rodziny.

Ciepło pozdrawiam,

K.

 

 

 

 

  One thought on “do przesady

  1. Kinga
    18 czerwca 2014 o 1:32 pm

    Felu!

    Nie jestem jeszcze mamą, ale to co napisałaś, wydaje mi się takie istotne! Pozwolisz, że utworzę sobie folder „Planeta Feli” i zrobię kopiuj-wklej? 😉 Oczywiście tylko do własnego użytku. Żeby nigdy nie zapominać o tym, o czym piszesz. O mądrym, świadomym i zdrowym macierzyństwie. To są tak cenne, wartościowe i ważne słowa!

    W związku z tematem wychowywania, trafiłam ostatnio na bardzo ciekawy artykuł, który mówił również o tym, aby pozwolić czasami dziecku na nudę, która przecież ma swoje dobre strony. Nie wiem czy dobrze myślę, ale wydaje mi się, że taka nuda uczy podejmowania decyzji, wyborów.
    Tak jak wspomniałam, jeszcze nie mam doświadczenia, ale obserwując znajomych, wydaje mi się to równie istotne. Większość dzieciaków, które znam, cały swój czas spędza w szkole, później na zajęciach dodatkowych, uprawiając rozmaite sporty (nierzadko związane z ambicją rodziców) i brak im czasu na nudę. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, jak ogromny rozwój wnoszą w życie dzieciaków wszelkie zajęcia, sporty, nauka gry na instrumentach itd.
    I myślę sobie, że to bardzo ważna część ich życia. Ale czasami mam po prostu wrażenie, że dzieci bywają bardziej przytłoczone ciężarem swoich obowiązków, niż dorośli. Ale to tylko moja mała obserwacja, pewnie nie do końca trafna, bo doświadczenia brak 🙂

    Z ciepłymi pozdrowieniami,
    Kinga

  2. 18 czerwca 2014 o 3:05 pm

    A ja myślę, że bardzo trafna Kingo:) Mam do sprawy dokładnie taki stosunek, jak Ty. Szczęśliwie trend wysyłania dzieci na dziesiątki zajęć dodatkowych zdaje się słabnąć i z moich obserwacji wynika, że coraz mniej rodziców się na to decyduje.
    Życzę Tobie pięknego długiego weekendu a przy okazji dodam, że na warsztaty zaproszę dopiero po wakacjach…
    Uściski!

    • Kinga
      22 czerwca 2014 o 2:38 pm

      W takim razie czekam na warsztaty z niecierpliwością 🙂

      Pozdrawiam bardzo ciepło,
      Kinga

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: