mało się znamy…

Kiedy zaczynasz żyć świadomie, iluzje, których tak wiele było w Twoim życiu, znikają. Powoli, jedna po drugiej, jak mydlane bańki pękają na Twoich oczach. Na myśl o tym, ile lat w nich tkwiłam, najpierw pojawia się u mnie niesmak, zdziwienie. Radość z dostrzeżenia prawdy przychodzi zwykle później. Kiedykolwiek się jednak nie zjawia, witam ją z szeroko otwartymi ramionami:)

Najciekawsze jest to, że nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie czas na pozbycie się kolejnej. Tak, tak, ciągle jeszcze pękają, mimo, że co jakiś czas myślę sobie, że ta, no ta to już na pewno była ostatnią! Wszystko już widzę, klarowność siebie, otoczenia i świata uzyskałam, nic mnie tu już nie zaskoczy;) A jednak- zdarzyło się i to dość niedawno…

Zupełnie niespodziewanie- ot siedziałam sobie wśród przyjaciół podobnie jak ja „zakręconych” na punkcie rozwoju. Nagle kolega, któremu jakiś czas temu zmarł tato, został zapytany o to, czy znał swoich rodziców. Zważywszy na fakt, iż chwilę wcześniej opowiadał o tym, że przez ponad dwadzieścia lat mieszkali pod jednym dachem, pytanie wydało mi się absurdem. Zupełnie się nim jednak nie okazało. Bo oto, z minuty na minutę, od słowa do słowa, Artur zdał sobie sprawę z tego, że przez tyle lat nie zdążył swoich rodziców poznać naprawdę. Spytany o to, jakie były marzenia jego taty, milczał wymownie. Imię jego pierwszej miłości? Czy w ogóle była jakaś, przed mamą? Nie wiedział, nie rozmawiał, no w każdym razie nie o tym. O czym zatem? Właściwie ciężko powiedzieć… O codzienności, szkole,o tym, co na bieżąco do zrobienia. Zadaniowo, fasadowo, płytko. Nigdy głębiej. Jakoś nie było okazji. Co gorsza- już jej nie będzie.

Posmutniałam. Zaczęłam zastanawiać się, na ile ja znam moich rodziców, bliskich… Pomyślałam o naszych rozmowach, o tym, jak mało wiem, co jest tam- głębiej. Zaskakujące, jak wiele tej głębi otwierają przede mną ludzie, z którymi nie wiąże mnie kropla krwi nawet. Nieustannie zachwycam się pięknem tych relacji, w których tak wiele jest otwartości. Otwartości w mówieniu nie tylko o tym, co w naszym życiu udane i dobre w nas samych, ale też w mówieniu o tym, co trudne, czasem gorzkie, ale co najważniejsze- prawdziwe. Na szczerość, odwagę bycia sobą, na akceptację niedoskonałości. Dopiero wówczas możemy dowiedzieć się, za czym druga osoba tęskni, o czym marzy, poznać porywy serca i ją- tak naprawdę. I o ile przez trzydzieści lat mojego życia wydawało mi się, że kogo jak kogo, ale członków mojej rodziny znam bardzo dobrze, to dzięki tamtemu spotkaniu dowiedziałam się, że była to tylko iluzja i że wiele mamy na tym polu do zrobienia. Chciałabym, by się udało.

Przyglądam się światu i widzę, że gros relacji międzyludzkich nie opiera się na prawdzie. Żyjąc w świecie iluzji karmimy się tym, co powierzchowne. Przyglądamy się coraz piękniejszym maskom, dbając przy tym o należyty wygląd naszych własnych. Dostrzegam, jak mało się nawzajem znamy. Lęk o to, co o nas pomyślą, powiedzą, gdy zgoła tą maskę uchylimy, gdy okażemy światu zagubienie, niedoskonałość, słabość, jest zbyt wielki. Wolimy nie próbować. Jako ludzie sukcesu prezentujemy się innym tylko z tej lepszej, dla wielu jedynie słusznej strony. Iluzja goni tu iluzję ale przecież jest fajnie! Miło! Zdaniem wielu właśnie o to w relacjach chodzi, żeby było miło, przyjemnie. Powierzchownie? Nie szkodzi. Tyle, że na poziomie wspomnianej głębi o niebo całe lepiej jest i po prostu piękniej. Zapewniam 🙂

Z majowym, słonecznym pozdrowieniem,

K.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  One thought on “mało się znamy…

  1. Kinga
    4 czerwca 2014 o 7:07 am

    Felu!

    Odkąd przeczytałam Twój tekst o tym, jak „mało się znamy”, myślę o nim właściwie codziennie. Skłoniłaś mnie do refleksji, że tak naprawdę często nie wiemy zupełnie nic o osobach, z którymi żyjemy przez wiele lat.
    Sprawiłaś, że zatrzymałam się, zastanowiłam, zawróciłam i zaczęłam rozmawiać. Z Rodzicami, Rodzeństwem, Przyjaciółmi. Tak prawdziwie. I te rozmowy okazały się bardzo oczyszczające, szczerze i uświadamiające, jak niewiele o sobie wiemy.
    Z całego serca Ci dziękuję, ponieważ dzięki temu co napisałaś, mogę coś zmienić i po prostu poznać swoich bliskich. Doceniam to bardzo, ponieważ wiem, jak boli, kiedy jest już za późno.

    Pozdrawiam ciepło,
    Kinga

    • 4 czerwca 2014 o 7:49 am

      Cieszę się:) I życzę Tobie Kingo jeszcze wielu takich rozmów- ważnych.
      Uściski 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: