feminizm po polsku

Byłam w błędzie, gdy przed kilkoma tygodniami pomyślałam, że na temat gender powiedziano i napisano już wszystko, a na pewno wystarczająco wiele, by można było przejść do rzeczy innych, być może dla kraju ważniejszych… Okazuje się, że tygodnie mijają a słowo gender w dalszym ciągu atakuje nas z każdej lodówki. Nadal jest przedmiotem walki, medialna przepychanka o to, kto ma rację trwa w najlepsze.

„Doprawdy, kim jest kobieta i kto ma o tym decydować? Sugeruję, że męskość i kobiecość należą do pojęć, które są najbardziej stereotypowe kulturowo, stworzone przez społeczeństwo seksistowskie, rasowe, klasowe”- tymi słowami popularnej teolożki feministycznej Elisabeth Johnson (cytat zaczerpnięty z Tygodnika Powszechnego) można byłoby podsumować dyskusję na ten temat, szanując tym samym wolność obywatela i jego prawo do decydowania o sobie i swoich wyborach. Istnieje jednak duże prawdopodobieństwo (graniczące z pewnością:), że tak się nie stanie i słowo gender będzie jeszcze przez jakiś czas w natarciu…

Polskie feministki walczą dzielnie. Z podniesionym czołem i piersią wypiętą toczą boje o nasz los. Czyli mój między innymi. No właśnie… Ale skąd (do licha) wiedzą, co jest dla mnie najlepsze? Jakie są moje potrzeby, jaki mam do całej sprawy stosunek? Czy w ogóle życzę sobie, żeby w moim imieniu zajmować takie a nie inne stanowisko w tej sprawie? No właśnie… Dziwne, bo sama jestem feministką, ale bynajmniej nie zrzeszoną w żadnym ruchu. Bo mój feminizm to nie walka z kimkolwiek o cokolwiek, lecz przede wszystkim nieodparta chęć niesienia pomocy kobietom i moja wielka z nimi solidarność. I mam odwagę powiedzieć, że feminizm w wydaniu moich rodaczek często przynosi niestety więcej szkody niż pożytku. Kiedy pod koniec ubiegłego roku jedna z feministek ogłosiła wszem i wobec, że oto w Wigilię usunie ciążę, zastanawiałam się, czy kobieta ta jest świadoma krzywdy, jaką swoimi słowami wyrządza innym kobietom… Doświadczyłam w swoim życiu poronienia. Było to dla mnie wydarzenie traumatyczne, z rozmów z psychologami wiem, że zdarza się, iż skutki utraty ciąży kobieta odczuwać może do końca życia. Jestem wdzięczna Bogu, bo urodziłam dwie zdrowe, fantastyczne córeczki. Znam jednak wiele kobiet, które latami starają się o dziecko. Jedne w ogóle nie mogą zajść w ciążę, inne zachodzą w nią, ale niestety ciąża obumiera. Jedne i drugie dałyby wszystko, by móc urodzić dziecko. A wielu z nas, które tej nie dającej się opisać słowami straty doświadczyły, deklaracje pani Bratkowskiej na nowo otworzyły nie do końca jeszcze zabliźnioną ranę… Ja za taki feminizm bardzo dziękuję. I za taką przedstawicielkę walki o moje prawa również.

Doprawdy kim jest kobieta i kto ma o tym decydować??? Pytanie klucz, na które każda z nas może znaleźć najwłaściwszą dla siebie odpowiedź. I każdą jak zwykle gorąco zachęcam do takich poszukiwań:) Z podziwem patrzę na owoce pracy kobiet świadomych, które żyją w zgodzie ze sobą, już wiedzą, kim są i czego chcą od życia. Są żywym dowodem na to, że WARTO szukać, budzić swoją świadomość i żyć tak, jak się chce. I decydować o sobie niezależnie od tego, co zakłada ideologia i jakie miejsce w szeregu ktoś dla nas przewidział. Co ciekawe, w zdecydowanej większości przypadków żaden ruch feministyczny nie był  im potrzebny, by zawalczyć o siebie…

K.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: