o najważniejszej relacji

O jej istnieniu dowiedziałam się mniej więcej pięć lat temu. Zdążyłam skończyć studia, wyjść za mąż, urodzić swoje pierwsze dziecko, a wszystko to w kompletnej niewiedzy. W niewiedzy co do najważniejszej relacji mojego życia. Kiedy podczas pewnego spotkania usłyszałam pytanie o to, jaka jest najważniejsza relacja w moim życiu, do głowy przychodziło mi wiele odpowiedzi, tylko nie ta. Naturalnie przez myśl przeszła mi relacja z moją córką, z mamą, nawet z pierwszą miłością:) Wielkie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że najważniejszą relacją w życiu jest relacja „ja z ja”. Moja ze sobą samą. Przez 25 lat życia nie miałam pojęcia o jej istnieniu!

Do tego czasu nauczyłam się oczywiście miliona innych rzeczy. Z detalami poznałam budowę żaby, określałam rodzaje wiązań chemicznych w cząsteczkach, potrafiłam wymienić nazwy wszystkich państw Afryki ale o istnieniu relacji „ja z ja” nie miałam zielonego pojęcia. Przy czym wiedza ta jest według mnie tak fundamentalna, jak znajomość alfabetu czy tabliczki mnożenia. Nie da się mądrze żyć bez świadomości istnienia tej relacji. Przynajmniej w moim przypadku się nie dało.

Mam wrażenie, że w małym miasteczku, w którym przyszło mi dorastać, lubienie siebie i samoakceptacja nie były „modne”. Bardziej hołdowano posiadaniu kompleksów i niskiej samoocenie, co w moim przypadku poskutkowało wchodzeniem w rolę ofiary. Dodatkową pułapką jest to, że taka postawa bywa w naszym społeczeństwie gloryfikowana. Jak już byłam tą ofiarą to tylu było wokół mnie ludzi, którzy zwracali na mnie uwagę, żałowali, „współczuli”. Dziwne zjawisko. Bo nagle, gdy z ofiarą nie mam nic wspólnego, ci sami ludzie gdzieś jakby się rozpierzchli. Być może pocieszają teraz inne ofiary. Na szczęście okazuje się, że bycie kobietą zaradną, dbającą o siebie i stawiającą swoje dobro na pierwszym miejscu, nie wiąże się z samotnością. Wręcz przeciwnie- wokół pojawiają się ludzie z równie dobrą energią a jakość życia ulega niesamowitej poprawie:)

Pierwszym krokiem do mądrego życia w moim przypadku było właśnie uświadomienie sobie istoty relacji ja z ja. Poznawanie jej, zgłębianie, pielęgnowanie. Warto zacząć od codziennego sprawiania sobie świadomej przyjemności- nie jednej i tej samej, każdego dnia innej. Mogą to być małe rzeczy: relaksująca kąpiel, spacer, nawet przeczytanie książki czy wypicie filiżanki herbaty. Chodzi o to, by zrobić to tylko dla własnej przyjemności, radości. By nauczyć się o siebie troszczyć, by myśleć o sobie DOBRZE. Myślenie o sobie ma wielką moc. Może dodawać skrzydeł, ale może też je obcinać. Może być motorem dostarczającym energii do życia, realizowania przedsięwzięć, pomysłów i marzeń, albo kulą u nogi, bagażem, z powodu którego wszystko przychodzi z trudem, rzadko coś się udaje, a marzenia nie spełniają się nigdy.

Polki niestety w większości nie mają tej troski o siebie we krwi.  Jak mówi moja znajoma terapeutka, powierzchowność mamy już bardzo europejską. Jesteśmy dobrze ubrane, wypielęgnowane, coraz częściej nawet „wybotoksowane”, piersi mamy prosto od chirurga plastyka. Co z tego, skoro i tak najczęściej myślimy o sobie źle, jesteśmy pełne kompleksów, które odbierają nam radość życia. Warto poświęcić czas swojemu wnętrzu, zadbać o siebie pamiętając, że tylko naprawdę kochając siebie, możemy pokochać innych.

K.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: